Modlitwa

Modlitwy o trzeźwość – wejdź TUTAJ

 

Modlitwa o uzdrowienie wewnętrzne

Panie Jezu, Ty przyszedłeś po to, aby uzdrowić serca zranione i udręczone, proszę Cię, abyś uzdrowił urazy powodujące niepokoje w moim sercu.

Proszę Cię w szczególny sposób, abyś uzdrowił tych, którzy są przyczyną grzechu. Proszę Cię, abyś wszedł w moje życie i uzdrowił mnie od urazów psychicznych, które mnie dotknęły w dzieciństwie i od tych ran, które mi zadano w ciągu całego życia.

Panie Jezu, Ty znasz moje trudne sprawy, składam je wszystkie w Twoim Sercu Dobrego Pasterza. Proszę Cię, odwołując się do Twej wielkiej rany, otwartej w Twoim Sercu, abyś uleczył małe rany mojego serca. Ulecz rany moich wspomnień, aby nic z tego, co mi się przydarzyło, nie przysparzało mi cierpienia, zmartwień, niepokoju. Ulecz, Panie, wszystkie te urazy, które w moim życiu stały się przyczyną grzechu.

Pragnę przebaczyć wszystkim osobom, które mi wyrządziły krzywdę. Wejrzyj na te urazy wewnętrzne, które mnie czynią niezdolnym do przebaczenia. Ty, który przyszedłeś uleczyć serca strapione, ulecz moje serce.

Ulecz, Panie Jezu, moje wewnętrzne urazy, które są przyczyną chorób fizycznych.

Oddaję Ci moje serce. Zechciej je przyjąć, Panie, i oczyścić. Napełnij mnie uczuciami Twego Boskiego Serca.

Pomóż mi być pokornym i cichym. Ulecz mnie, Panie, z bólu, który mnie przytłacza z powodu śmierci drogich mi osób. Spraw, bym mógł odzyskać pokój i radość dzięki wierze, że Ty jesteś Zmartwychwstaniem i Życiem. Uczyń mnie prawdziwym świadkiem Twego Zmartwychwstania, Twego zwycięstwa nad grzechem i śmiercią, Twojej obecności jako Żyjącego wśród nas. Amen.

 

Modlitwa św. Franciszka z Asyżu

Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju

Abym siał miłość tam, gdzie panuje krzywda

Jedność tam, gdzie panuje zwątpienie

Nadzieję tam, gdzie panuje rozpacz

Światło tam, gdzie panuje mrok

Radość tam, gdzie panuje smutek

Spraw abym mógł

Nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać

Nie tyle szukać zrozumienia, co innych rozumieć

Nie tyle szukać miłości, co kochać

Albowiem, dając – otrzymujemy

Wybaczając – zyskujemy przebaczenie

A umierając – rodzimy się do wiecznego życia.

 

Modlitwa o pogodę ducha

O Boże, użycz mi pogody ducha,

abym godził się z tym,

czego nie mogę zmienić,

odwagi, abym zmieniał to,

co mogę zmienić,

i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

Niech się dzieje wola Twoja, a nie moja, Panie. Amen.

 

 

Droga Krzyżowa

STACJA I

Panie, stanąłeś przed sądem swojego stworzenia, oskarżony niewinnie przez złość, zazdrość, tchórzostwo rodaków, o to, że byłeś dobry, miłosierny, nie zazdrościłeś, domagałeś się sprawiedliwości, a ja? Jestem winien wszystkiego, o co mnie oskarżają, tylko że moja harda, choć znękana natura nie chce uznać winy.Tłum krzyczy: „Upija się, zaniedbuje pracę, niszczy swoje zdrowie duchowe i fizyczne, powołuje do życia i unieszczęśliwia potomstwo, dręczy swoich najbliższych, zadając im niewypowiedziane cierpienie, gubi swoją duszę, dąży do zatracenia, jest w najwyższym stopniu uciążliwy dla otoczenia. Sędziowie, naciskani przez tłum, uznają moją winę i wymierzają najwyższą karę, zaznaczając w uzasadnieniu, że przecież sam jestem sobiewinien, bo nie potrafię lub nie chcę pić umiarkowanie, kulturalnie.Zasługuję na to Panie, lecz Ty inaczej osądziłeś przyprowadzonącudzołożnicę. Panie Jezu, daj nam, wszystkim uczestnikom tego procesu, poczucie Twojej sprawiedliwości. Daj mi łaskę zrozumienia, abym przyczyny mojego nieszczęścia nie przypisywał rodzicom, rodzeństwu, współmałżonkowi, dzieciom, kolegom, zwierzchnikowi, losowi, pechowi, władzy, ustrojowi. Daj mi łaskę uwierzenia, że przyczyna upadku znajduje się w słabości wywołanej odejściem od Ciebie. Daj mi łaskę krytycznego widzenia siebie. W Twoje ręce powierzam moją sprawę. Ty, Sprawiedliwy, Miłosierny, skrzywdzony Więźniu, sądź mnie i ocal. Tobie jednemu ufam bezgranicznie.

STACJA II

Będziesz niósł, PANIE, narzędzie Swej męki. Udzielasz nam lekcji brania krzyża. Uczysz nas też brania odpowiedzialności. Pomóż mi, Jezu, przyjmować wszystko, co ciężkie, co boli, co ugniata, dokucza i upokarza, zwłaszcza skutki moich słabości i grzechu. Pomóż mi, Jezu, podjąć krzyż konsekwencji i mojego odejścia od Ciebie. Udziel mi też łaski wiernego dźwigania odpowiedzialności za każdy kieliszek alkoholu podany bratu.

STACJA III

Upadłeś, Panie, pod brzemieniem naszych win, którego ludzkie siły udźwignąć nie mogły – niepojęta Miłości, Zbawicielu mój. Mój pierwszy upadek, ten bolesny ze sponiewieraniem, pobiciem, nie był istotnie pierwszym upadkiem, ale mój pierwszy kieliszek, podany przez przyjaciół z życzliwości. Panie, dlaczego wówczas nie padłem zatruty, gdy byłem jeszcze czysty, otoczony przyjaźnią, życzliwością? Czy dlatego, abym odbył tę moją gorszącą, sromotną drogę krzyżową, aby mną pogardzili i przeklęli wszyscy? Przecież ja czuję moje otoczenie, jego atmosferę, wyraźniej niż przed upadkiem. Moja nietrzeźwość stanowi tylko przegrodę pomiędzy mną i światem ludzkim, lecz nie osłabia wrażliwości, zdolności odczuwania, nie znieczula, jak ocet z mirrą. Pozwoliłeś, Panie, abym nie umarł od pierwszego kieliszka, pozwól więc dojść do Golgoty i przebacz mi tam, na krzyżu.

STACJA IV

Spotkałeś, Panie, swoją Matkę, która tak bardzo cierpiała z Tobą. Jakże cierpiała i cierpi moja Matka. Wybacz mi, Jezu, gdy powiem, że moja matka cierpi bardziej niż Twoja. Maryja wiedziała, że jesteś niewinny i bolała tylko z powodu Twojego cierpienia, a Moja matka cierpi również dlatego, że jestem winny i to dla niej jest boleśniejsze. Ileż cierpienia zadaję jej spożywaniem alkoholu. Ona uczestniczy w mojej drodze krzyżowej, ona mnie nigdy nie potępi, ona mnie nigdy nie opuści. Spraw, Jezu, aby smutne oczy mojej matki wstrzymywały mnie przed sięganiem po alkohol. Nagródź, Panie, wierne jej serce moim nawróceniem.

STACJA V

Szymon pomaga dźwigać krzyż Panu Jezusowi. Ileż osób dźwiga ze mną mój krzyż? Oni, jak Szymon, znaleźli się w sytuacji przymusowej. Oni mnie nie wybierali. Moi rodzice, współmałżonek, dzieci, rodzeństwo. Oni mnie nie tylko znoszą, tolerują, oni mnie naprawdę miłują, choć jestem dla nich tą wieczną raną, choć przeraża ich moje postępowanie, choć żyją w nieustannym lęku o mnie. Panie, ten ich krzyż, to ciężar mojej winy. Spraw, aby nie cierpieli z mojego powodu. Daj mi łaskę, abym wynagrodził moich Cyrenejczyków.

STACJA VI

Panie, Weronika uczciła Twoją zmasakrowaną twarz. Ile osób poprzez moją splugawioną twarz pijaka dojrzało oblicze człowieka, stworzonego na Twoje podobieństwo? Panie, nagródź ich ludzkie odruchy, ich samarytańskie serca. Panie, niech odbicie mojej obłąkanej alkoholem twarzy pozostanie w pamięci wszystkich, jako ostrzeżenie przed spożywaniem trucizny.

STACJA VII

Na szczyt góry daleko, a Ty, Panie, upadłeś po raz drugi przez moje uporczywe, obłąkańcze „nie”. Panie, daj mi łaskę, abym nie skończył na moim kolejnym upadku, abym, nie utonął w kałuży, abym nie umarł w gnoju. Zachowaj mnie, Panie, od zaprzepaszczenia Twojej i mojej drogi krzyżowej, zachowaj od zguby moją duszę, zachowaj mnie od śmierci w stanie nietrzeźwości.

STACJA VIII

Niewiasty jerozolimskie współczują Ci, Panie, i płaczą nad Tobą. Nade mną, Panie, lituje się wielu przechodniów, że upadłem tak nisko, że zatraciłem człowieczeństwo, że trzeba mnie leczyć, bo przecież to jednak człowiek, chociaż sam sobie winien, nie umiejąc kulturalnie żyć, umiarkowanie pić. Panie, to nie ja, to oni są godni współczucia, bo ja poznałem już samo dno zła wynikającego ze spożywania alkoholu, a oni uważają go za jedno z dóbr, niektórzy za największe. Panie, otwórz ich oczy, wstrząśnij sercami. Panie, poślij mnie do nich po mojej śmierci z ostrzeżeniem, bo żyjącym nie wierzą.

STACJA IX

Musisz powstać, Panie, i z tego upadku i dojść do końca drogi Odkupienia. Podnieś mnie z ostatniego upadku i spraw, by był naprawdę ostatni. Weź mnie z sobą, z moim ciężarem, z moim grzechem, z moją słabością. Bez Ciebie, Panie, nie dojdę.

STACJA X

Obnażyli Cię, Panie, odarli z odzienia Twego. Wydali na urągowisko i hańbę Twoje przeczyste, umęczone Ciało za moją winę obłudy, kłamstwa, nieczystości, za całą ohydę mojego pijanego życia. Panie, niech rozważanie Twego cierpienia z powodu poranionej nagości pomoże mi ujrzeć siebie bez maski, bez obłudy.

STACJA XI

Doszedłeś, Panie, do kresu swej ofiary. Przybito Twoje Ciało do krzyża. Podnieś mnie, o Panie mój, na krzyż jak Łotra dobrego. Pozwól mi zakończyć moją drogę krzyżową już nie ze względu na moje cierpienie, ale byś Ty nie cierpiał z mego powodu.

STACJA XII

Umiłowałeś nas, Jezu, aż do śmierci na krzyżu. Panie, daj mi łaskę, abym zakończył moje dotychczasowe życie, abym umarł dla grzechu. Przebacz mi jak tym, którzy Cię oskarżyli, skazali i ukrzyżowali. Panie, pozwól nam wszystkim, nękanym pijaństwem i alkoholizmem, dojść z Tobą do krzyża. Nie pozwól nam upaść w drodze i zginąć marnie. Panie, zbaw dusze tych, którzy od alkoholu pomarli, wybaw, jak czekające na Ciebie w otchłani dusze patriarchów i praojców naszych.

STACJA XIII

Oddano, Panie, Twoje ludzkie Ciało Najboleśniejszej Matce i uczczono je. Jezu, niech dusza rozumna nie opuszcza ciała mojego, nim je powołasz na sąd. Niech ciało moje nie będzie nigdy żywymi zwłokami, niech nie będę u braci moich w pogardzie z powodu zawinionej nietrzeźwości, niech nie umrę znienawidzony.

STACJA XIV

Już nie cierpisz, Panie. Umęczone ciało Twoje spocznie w grobie. Daj mi łaskę, Zbawicielu mój, abym nie pozostawił po sobie złej pamięci. Podnieś mnie, o Panie, z upadku chociaż w ostatniej godzinie mojego życia. Oddal ode mnie zło, przeciw któremu nie ma ludzkiej siły. Wydźwignij mnie z nałogu i choroby. Policz moje cierpienie jako pokutę za to, że za mało opierałem się złu. Amen. Krzysztof Pepławski (1925–1998). Autor powyższej Drogi Krzyżowej był wybitnym apostołem trzeźwości.

 

RÓŻANIEC DLA OSÓB UZALEŻNIONYCH I ICH RODZIN

ks. Marek Dziewiecki

Część I – Tajemnice radosne

Tajemnica pierwsza – Zwiastowanie

„W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: «Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami». Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida». Na to rzekła Maryja: «Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa»”. (Łk 1, 26-32; 38)

Biblijny opis Zwiastowania ukazuje niezwykłą prawdę o tym, że oto Bóg decyduje się przyjść do człowieka, aby nas szukać i zbawiać. Rozmowa Maryi z wysłannikiem Boga to najbardziej niezwykły dialog w historii ludzkości. Maryja uwierzyła w coś niewiarygodnego. Uwierzyła, że naprawdę dla Boga nie ma nic niemożliwego. Zaufała Bogu bardziej niż samej sobie. Zrezygnowała z własnych, szlachetnych planów na życie małżeńskie i rodzinne. Stała się nową Ewą. Nie powtórzyła dramatu grzechu pierworodnego. Nie skupiła się na swoich wątpliwościach i lękach. Oddała siebie i swoje życie do wyłącznej dyspozycji Boga.

Każdy z nas codziennie mierzy się z życiem, z wątpliwościami, z pytaniami o przyszłość, z niepokojami i obawami o to, co przyniesie kolejny dzień. Czasem nasze rozterki są tak wielkie, że chcemy ukryć się przed życiem, przed Bogiem, przed samym sobą. I wtedy pojawia się wysłannik zła: alkohol, narkotyk, hazard czy jeszcze coś innego, co nam zwiastuje fałszywą dobrą nowinę: napij się mnie, sięgnij po mnie, a będziesz szczęśliwy. Kto ulega temu fałszywemu podszeptowi, ten zaczyna wchodzić na drogę uzależnień. Jezu, chroń nas przed taką naiwnością, a tym, którzy jej ulegli, otwieraj oczy i serca, by się opamiętali i szybko zawrócili z drogi, która prowadzi do nikąd.

Tajemnica druga – Nawiedzenie świętej Elżbiety

„W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: «Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana». Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.” (Łk 1, 39-45; 56)

Maryja całkowicie zawierzyła Bogu siebie i swoje życie. Podjęła się niezwykle trudnego zadania wtedy, gdy przyjęła Zwiastowanie, bo przecież nie wiedziała, w jaki sposób zareaguje jej świeżo zaślubiony małżonek – Józef. Nie wiedziała, czy Ona poradzi sobie w tak wyjątkowej sytuacji życiowej, gdy stanie się Matką Syna Bożego w ludzkiej naturze. Pomimo tych rozterek Maryja okazała się tak dzielna, że miała jeszcze siły, by pójść w góry i pomagać swojej krewnej – Elżbiecie. Nie skupiała się na samej sobie, ani na swoich potrzebach. Była od początku otwarta na drugiego człowieka – ofiarna, mocna i dzielna.

Wchodzenie na drogę uzależnień jest nie tylko formą ucieczki od życia. Jest też owocem skupiania się na samym sobie, na własnych przeżyciach, na szukaniu szybkiej poprawy nastroju w obliczu niepokoju czy trudów życia. Kto wchodzi na drogę uzależnień, ten staje się coraz bardziej bezradny wobec własnej słabości i coraz głośniej, chociaż z początku nie wprost, woła swoim błędnym zachowaniem o pomoc. Nie zawsze bliscy rozumieją ten jego krzyk. Nie potrafią tak szybko zareagować i przyjść z pomocą, jak to uczyniła Maryja wobec Elżbiety. Zwykle sami wpadają w przerażenie i nie wiedzą, w jaki sposób zareagować w obliczu słabości swoich bliskich. Jedni długo łudzą się, że nie ma problemu. Inni reagują w błędny sposób, na przykład poprzez kłótnie czy moralizowanie. Jeszcze inni reagują stanowczo, ale zbyt późno. Módlmy się przez wstawiennictwo Maryi o to, byśmy potrafili przychodzić z mądrą pomocą do tych, którzy sami sobie z życiem nie radzą.

Tajemnica trzecia – Narodzenie Jezusa

„Józef z Galilei, z miasta Nazaret, udał się do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i z rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.” (Łk 2, 4-7)

Boże Narodzenie to pełnia objawienia miłości Boga do człowieka. W Jezusie Chrystusie miłość niewidzialnego Boga stała się widzialna po to, byśmy mogli w nią uwierzyć w każdej sytuacji i na zawsze. Dla chrześcijanina wierzyć, to znaczy uwierzyć w Miłość, to zawierzyć siebie tej Miłości, to przyjąć tę Miłość, to kierować się w życiu osobistym, rodzinnym i społecznym tą Miłością, której uczy nas Syn Boży, a zatem miłością widzialną, wcieloną w słowa i czyny, w obecność, pracowitość i czułość. Wierzyć to odkryć, że obecność Boga w moim życiu to jedyna droga do świętości i że wcielony Syn Boży to jedyny Zbawiciel człowieka.

Wierzyć w Boga i Jego nieodwołalną miłość do człowieka to uznać własne granice i własną bezradność wtedy, gdy próbujemy żyć bez Boga. Jakże mocno przekonują się o tym ludzie uzależnieni. Istotą uzależnienia jest próba zastąpienia Boga jakimś bożkiem w postaci alkoholu czy innej substancji, która najpierw obiecuje pomoc, a następnie oszukuje, uzależnia i na raty zabija. Szansa na wyzwolenie pojawia się jedynie wtedy, gdy powracamy do Boga. Tylko On może wyzwolić nas z drogi przekleństwa i śmierci, wprowadzając nas na drogę błogosławieństwa i życia. Boże Narodzenie powtarza się w każdym człowieku, który z pomocą Chrystusa odzyskuje wiarę, nadzieję, miłość i wolność.

Tajemnica czwarta – Ofiarowanie Jezusa w świątyni

„Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli [Dziecię] do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu»”. (Łk 2, 22. 33-35)

Być chrześcijaninem to naśladować Chrystusa i Jego ofiarną miłość. Chrześcijanin to ktoś, kto wie, że nie istnieje łatwo osiągalne szczęście: bez pracy nad sobą, bez czujności i dyscypliny, bez wyrzeczenia się zła i stawiania sobie wymagań. Każde uzależnienie zaczyna się właśnie wtedy, gdy ktoś liczy na łatwe szczęście. Właśnie tu tkwi tajemnica podstępnego działania alkoholu czy narkotyków. Są to bowiem substancje, które obiecują nam łatwe szczęście. „Poprawiają” nam nastrój i pozwalają na chwilę zapomnieć o naszych problemach bez żadnego wysiłku z naszej strony. Uzależniony to ktoś, kto czyni to, co tu i teraz jest miłe, choćby przynosiło strasznie niemiłe konsekwencje.

Chrystus wyzwala ludzi uzależnionych z ich naiwności i wiary w łatwe szczęście. On proponuje nam szczęście prawdziwe: poprzez nawrócenie, miłość, odpowiedzialność, wierność, pracowitość, wytrwałość w dobru. Kto powraca do Jezusa, ten powraca do wolności i radości życia. Z kolei tych ludzi, którzy współcierpią z uzależnionymi, wyzwala z naiwności, która polega na myleniu miłości z naiwnością czy rozpieszczaniem tych, którzy błądzą. Gdy przychodzimy do Chrystusa, wtedy uwalniamy się od iluzji łatwego szczęścia i zaczynamy tak mądrze postępować, być doświadczać szczęścia prawdziwego.

Tajemnica piąta – Znalezienie Jezusa w świątyni

„Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił. Oto Ojciec Twój i Ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie». Lecz On im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział.” (Łk 2, 41-50)

Być człowiekiem wierzącym to nieustannie szukać Boga. To nie chować się przed Bogiem, jak Adam po grzechu pierworodnym. To wiedzieć, że Bóg nie jest policjantem czy sędzią, lecz Przyjacielem i Zbawicielem w każdej sytuacji. Wzorem jest dla nas Maryja i Józef. Oni szukali Jezusa z niepokojem i troską, a gdy Go odnaleźli, wtedy zrozumieli, że On wcale się nie zagubił, ani nie schował. Był tam, gdzie chodziło o sprawy Jego Ojca oraz o zbawienie człowieka. To oni poczuli się bez Niego zagubieni i bezradni.

Ludzie uzależnieni często myślą, że Bóg o nich zapomniał, że jest obojętny na ich cierpienia i życiowe trudności. Inni z kolei są przekonani o tym, że Bóg przestał ich już kochać, bo oni przestali kochać Boga, bliźnich, a nawet samych siebie. Podobnie współcierpiące rodziny mają często żal do Boga o to, że im nie pomaga, że pozostaje głuchy na ich cierpienia, modlitwy i prośby. Tymczasem Bóg jest wyjątkowo blisko każdego cierpiącego człowieka. Problem leży po naszej stronie i zwykle polega na tym, że oczekujemy od Boga magicznej pomocy, zamiast z Jego pomocą podjąć pracę nad sobą, eliminować popełniane błędy, uczyć się coraz dojrzalszej miłości. Gdy szukamy Boga, to znaczy, że to myśmy się zagubili, a nie że On nas opuścił i o nas zapomniał.

Część II – Tajemnice światła

Tajemnica pierwsza – Chrzest Jezusa w Jordanie

„Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie».” (Łk 3, 21-22)

Jan Chrzciciel wzywał do nawrócenia i w ten sposób przygotowywał ludzi na spotkanie ze Zbawicielem. Wzywał wszystkich do powrotu do Boga, do uczciwego postępowania, do obmycia się z grzechów. Chrzest, którego udzielał, był zewnętrznym znakiem wewnętrznego nawrócenia. Ewangelia mówi nam, że także Jezus przyjął chrzest, chociaż tego nie potrzebował. Był przecież umiłowanym Synem, w którym Ojciec ma upodobanie. Swoim gestem obmycia w rzece Jordan Chrystus zachęca nas do podjęcia trudu nawrócenia. On wie, że nawrócenie i odpuszczenie grzechów to początek nadziei dla każdego z nas. Człowiek nadziei to człowiek nawrócony, to człowiek prawy, człowiek sumienia. Inaczej każdemu z nas grozi poczucie bezradności i rozpacz.

O tym, że bez Chrystusa pojawia się w naszym życiu ciemność i bezradność, przekonują się szczególnie mocno ludzie uzależnieni oraz ich współcierpiące rodziny, zwłaszcza współmałżonek i dzieci, a także rodzice i rodzeństwo osób uzależnionych. Każdy z nas potrzebuje rachunku sumienia, powiedzenia sobie prawdy o własnych słabościach i błędach. Każdy potrzebuje pójścia z własnym grzechem do Jezusa. Każdy z nas jest powołany do naśladowania syna marnotrawnego, który pod wpływem cierpienia zaczyna kochać i postanawia wrócić do ojca. Już nie jest synem marnotrawnym lecz powracającym. Jego postawa to dla nas przykład i źródło nadziei.

Tajemnica druga – Cud w Kanie Galilejskiej

„Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». Jezus jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?» Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie».” (J 2, 1-5)

Wesele to symbol miłości kobiety i mężczyzny. To symbol miłości największej, jaka jest na tej ziemi możliwa, czyli symbol wiernej i nieodwołalnej miłości małżeńskiej. Bóg wie o tym, że doczesny los człowieka zależy najbardziej od tego, co dzieje się między kobietą a mężczyzną, a zwłaszcza między mężem a żoną. Jeśli z jakiegoś powodu miłość między nimi słabnie, to życie staje się nieznośnym ciężarem, a próba zapomnienia o tym, że życie przestało mnie cieszyć, prowadzi właśnie do uzależnień. Istotą uzależnienia jest przecież emocjonalne zauroczenie się w alkoholu, narkotyku, hazardzie czy popędzie. Uzależnienie to fałszywe zakochanie, które prowadzi do cierpienia i śmierci. To fałszywy sposób na świętowanie daru życia.

Wyjście z uzależnienia i ze współuzależnienia jest możliwe wtedy, gdy uczymy się kochać. Także w tej dziedzinie zło zwycięża się dobrem. Chrystus uczy nas tego, że jedynym powodem do świętowania jest miłość i świętość. Nic mniejszego nie ucieszy człowieka i nie da mu siły, by pokonać własne słabości. Kto żyje w przyjaźni z Chrystusem, ten zaczyna kochać i zamieniać życie w prawdziwe święto. A wtedy alkohol czy narkotyk nie są już do niczego potrzebne.

Tajemnica trzecia – Głoszenie Dobrej Nowiny i nawoływanie do nawrócenia

„Jezus obchodził całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o Królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu. Przynoszono więc do Niego wszystkich cierpiących, których dręczyły rozmaite choroby i dolegliwości, opętanych, epileptyków i paralityków, a On ich uzdrawiał. I szły za Nim liczne tłumy.” (Mt 4, 23-25)

Syn Boży stał się człowiekiem po to, by nauczyć nas błogosławionej sztuki życia na ziemi w miłości, radości i wolności dzieci Bożych. On głosił wszystkim Dobrą Nowinę o Bogu, który kocha i zbawia człowieka. On przeszedł przez ziemię, wszystkim czyniąc dobrze: uzdrawiał, pocieszał, dodawał otuchy, zachęcał do czynienia dobra, wzywał do nawrócenia. Słowa i czyny Jezusa są podstawą naszej nadziei na nasze osobiste nawrócenie i na wytrwanie do końca w wierności Bogu. Dobra Nowina, którą głosi Jezus, dodaje nam otuchy i nadziei, gdyż upewnia nas, że mimo skutków grzechu pierworodnego, a także mimo naszych własnych słabości i grzechów każdy z nas może stać się w Chrystusie nowym i świętym człowiekiem.

Chrystus przychodzi z Dobrą Nowiną także do ludzi uzależnionych i do ich współcierpiących członków rodziny. Niestety niektórzy ludzie próbują szukać nadziei poza Ewangelią, a Dobrą Nowinę przyjmują jako złą nowinę, gdyż traktują ją jako ciężar i niepotrzebne ograniczenie wolności. Tymczasem to właśnie życie sprzeczne z Ewangelią jest prawdziwym ciężarem i drogą do zwątpienia, a nawet do rozpaczy. Wyzwolenie się ze wszelkich – nawet tych najbardziej dramatycznych – trudności życiowych jest możliwe, jeśli tylko poważnie potraktujemy Jezusa, Jego przykazania, przykład Jego wiernej, a gdy trzeba, twardej, stanowczej i wymagającej miłości.

Tajemnica czwarta – Przemienienie na górze Tabor

„Jezus wziął ze sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim. Gdy oni odchodzili od Niego, Piotr rzekł do Jezusa: «Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy».” (Łk 9, 28-33)

Jezus zabiera swoich uczniów na górę po to, by się modlić i by wprowadzać ich w ducha swojej modlitwy. Właśnie tam przemienia się wobec wybranych apostołów i odsłania im cząstkę swojej boskiej tajemnicy. W ten sposób umacnia ich wiarę i nadzieję w obliczu zbliżającej się męki i śmierci na krzyżu. Apostołowie przekonują się o tym, że dobrze jest być im wtedy, gdy przebywają tak blisko Jezusa i gdy dystansują się od tego, co zostawili tam w dole.

Przy Jezusie nie tylko jest nam dobrze. Przy Nim możemy całkowicie zmienić nasze życie wtedy, gdy jest nam całkiem niedobrze, jak to ma miejsce w sytuacji osób uzależnionych oraz tych osób, które z nimi współcierpią. Aby poradzić sobie z samym sobą, a także z życiem pośród trosk i niepokojów, które przecież nie zawsze są przez nas zawinione, trzeba pójść za Jezusem. Czasem trzeba wspinać się za Nim mozolnie, z trudem, wysoko w górę. Trzeba wspinać się na górę wyciszenia i modlitwy. Trzeba wspinać się na górę ideałów i odzyskanych marzeń. Trzeba znowu zapragnąć życia w miłości i radości. Trzeba znowu podjąć trud pokonywania własnych słabości, a czasem całych lat życia niezgodnego z Ewangelią. Bez Chrystusa grozi nam życie na płyciźnie, kierowanie się tym, co łatwiejsze zamiast tym, co mądre i wartościowe. Z Chrystusem możemy stać się ludźmi wolnymi, czyli tymi, którzy stają się zdolni do mądrego kierowania własnym życiem.

Tajemnica piąta – Ustanowienie Eucharystii

„Następnie Jezus wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie połamał go i podał mówiąc: «To jest Ciało moje, które za was będzie wydane; to czyńcie na moją pamiątkę». Tak samo i kielich po wieczerzy, mówiąc: «Ten kielich to Nowe przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana».” (Łk 22, 19)

W Wielki Czwartek Jezus wiedział, że za kilka godzin pozwoli się raczej przybić do krzyża niż wycofa miłość do ludzi. W swej fantazji miłości – zanim dobrowolnie oddał się w ręce grzeszników i przyjął śmierć – znalazł sposób na to, aby pozostać z nami na zawsze.

Wiedział, że najpierw przybijemy Go do krzyża, by sprawdzić, czy On naprawdę kocha nas aż do końca, a później będziemy Go szukać, bo bez Niego żyć nie umiemy. Wielkim umocnieniem naszej nadziei są cztery słowa wypowiedziane przez Jezusa, które słyszymy w każdej Eucharystii: wziął, pobłogosławił, połamał i rozdał. Eucharystia to przypomnienie o tym, że Bóg bierze nas z miłością od zawsze i na zawsze, że nam nieustannie błogosławi, że pomaga nam połamać to, co w nas egoistyczne i grzeszne i że pragnie rozdać nas naszym bliźnim jako dobry dar Swojej miłości.

Eucharystia to miejsce spotkania z Jezusem, który mnie rozumie, kocha i uczy kochać. Tutaj słyszę Jego słowa, które są najlepszą receptą na trzeźwe życie i na uwalnianie się z uzależnień. Tutaj karmię się Jego Ciałem, a przez to Nim całym po to, by mieć siłę w sytuacji, w której inni już siły nie mają i już nie walczą o lepsze życie. Dla osób uzależnionych i ich bliskich Eucharystia to pierwsza forma terapii i najważniejsze źródło nadziei. To spotkanie z Przyjacielem, który daje mi siłę wtedy, gdy ja już siły nie mam.

Część III – Tajemnice bolesne

Tajemnica pierwsza – Modlitwa Jezusa w Ogrójcu

„Potem wyszedł i udał się, według zwyczaju, na Górę Oliwną; towarzyszyli Mu także uczniowie. Gdy przyszedł na miejsce, rzekł do nich: «Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie». A sam oddalił się od nich na odległość jakby rzutu kamieniem, upadł na kolana i modlił się tymi słowami: «Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!» Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i umacniał Go. Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię.” (Łk 22, 39-44)

Bóg jest miłością i radością. To właśnie dlatego cierpienie jest Mu całkowicie obce. Także wtedy, gdy przychodzi do nas w ludzkiej naturze. Z tego właśnie powodu w Ogrójcu Syn w dramatyczny sposób rozmawia z Ojcem. Jezus wie, że tego wieczoru jeden z Jego uczniów zdradzi Go i wyda w ręce grzeszników. Jest też świadomy tego, że ma taką władzę, by i tym razem nie pozwolić na to, by źli ludzie Go skrzywdzili. Wiele razy bronił się przecież przed tymi, którzy chcieli strącić Go ze skały czy ukamienować. Tym razem jednak zrobi wyjątek i pozwoli się skrzywdzić, by ludzie wszystkich czasów wiedzieli, że Bóg kocha nas zawsze i za każdą cenę. Jezus nie chce cierpieć, ale jeszcze bardziej pragnie, by miłość Boga do człowieka stała się dla wszystkich oczywista. Stąd wewnętrzna walka, w której Jego miłość do ludzi okazuje się silniejsza niż lęk.

Bardzo bliski jest Jezus z Ogrójca tym wszystkim ludziom, którzy cierpią. Jest On bliski uzależnionym, a także ich współcierpiącym krewnym. Wszyscy jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, czyli po to, by kochać i by cieszyć się życiem. Życie w cierpieniu i krzywdzie staje się dla nas ciężarem nie do zniesienia. Niektórzy szukają wtedy ulgi w alkoholu czy narkotyku. Szczęśliwy ten, kto w obliczu cierpienia naśladuje Jezusa, czyli rozmawia z Bogiem Ojcem i uczy się pełnić Jego wolę, czyli nawraca się i coraz mądrzej kocha. Uczeń Jezusa wie, że ma prawo bronić się stanowczo przed krzywdzicielem, nawet wtedy, gdy jest to ktoś, kogo bardzo kochamy. To, że kocham ciebie, nie daje ci przecież prawa, byś mnie krzywdził, drugi człowieku. Módlmy się o mądrą postawę wobec cierpienia i wobec krzywdzicieli.

Tajemnica druga – Biczowanie Jezusa

„Piłat ponownie ich zapytał: «Cóż mam uczynić z tym, którego nazywacie Królem Żydowskim?» Odpowiedzieli mu krzykiem: «Ukrzyżuj Go!» Piłat odparł: «Cóż więc złego uczynił?» Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: «Ukrzyżuj Go!» Wtedy Piłat, chcąc zadowolić tłum, uwolnił im Barabasza, Jezusa zaś kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.” (Mk 15, 12-15)

Biczowanie Jezusa to potwierdzenie tego, jak okrutni potrafią być ludzie. Największe cierpienie zadają Temu, kto najbardziej kocha. Oto Jezus, który przeszedł przez ziemię wszystkim dobrze czyniąc, zostaje odrzucony przez własny naród. On jednak nie opuszcza tych, do których posłał Go Ojciec. Zdradzony i wydany na śmierć postanawia zawrzeć na krzyżu nowe, wieczne przymierze z tymi wszystkimi, którzy uwierzą w Jego miłość i którzy przyjmą Jego Ewangelię.

Człowiek potrafi być okrutny nie tylko dla Boga. W swojej słabości, na przykład na skutek uzależnienia, człowiek potrafi być też okrutny wobec bliźnich, nawet wobec tych, których pragnie kochać i których nie chce krzywdzić. Człowiek nieszczęśliwy i uzależniony potrafi coś jeszcze – potrafi krzywdzić samego siebie. Nieraz krzywdzi samego siebie setki, tysiące razy – upijając się, zażywając narkotyk, przegrywając ostatni grosz w grach hazardowych czy ulegając popędowi. Człowiek potrafi biczować samego siebie i bliskich. Jezus o tym wie. Sam tego doświadczył na sobie, na własnej skórze. Dosłownie! I wie, jak nam pomóc wtedy, gdy nasze życie – z naszej lub bez naszej winy – staje się pasmem cierpienia. Idźmy do Ubiczowanego z naszą bezradnością i z naszymi ranami.

Tajemnica trzecia – Ukoronowanie Jezusa cierniem

„Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa ze sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę. Rozebrali Go z szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: «Witaj, Królu Żydowski». Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie.” (Mt 27, 27-30)

Żołnierze znęcają się nad Jezusem, wyszydzają Go i poniżają. Nakładają Mu na głowę koronę z cierni, opluwają Go, biją trzciną. Już w Ogrójcu Jezus wiedział, że ludzie tej ziemi zgotują Mu taki właśnie los. I już tam zgodził się zapłacić tę straszną cenę cierpienia i upokorzenia, którą trudno nam sobie nawet wyobrazić. Czy Bóg mógł uczynić jeszcze coś więcej z miłości do człowieka? Czy w obliczu tej ceny, jaką płaci za miłość wobec grzeszników, możemy odpowiedzieć inaczej, jak tylko miłością i wdzięcznością? W scenie ukoronowania cierniem i wyszydzenia raz jeszcze przekonujemy się o tym, że miarą miłości Boga do człowieka jest miłość bez miary.

Każdy z nas może przyjść do poniżonego Jezusa, gdyż On z miłością patrzy także na tych, którzy są poniżani przez innych. On umie kochać również tych, którzy w swojej słabości poniżają samych siebie. On ma miłosierne serce dla wszystkich. Jego miłosierdzie nie dotrze jednak do tych, którzy są niemiłosierni wobec samych siebie i bliskich. Wyśmiany Król pozostaje po naszej stronie także wtedy, gdy my okazujemy się dla samych siebie wrogami i krzywdzicielami. Szczęśliwi ci, którzy są tego pewni i którzy nie chowają się przed Bogiem wtedy, gdy pomocy Boga najbardziej potrzebują.

Tajemnica czwarta – Dźwiganie krzyża

„Gdy Go wyprowadzili, zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola, i włożyli na niego krzyż, aby Go niósł z Jezusem. A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do Nich i rzekł: «Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!»” (Łk 23, 26-28)

Człowiek miał władzę skazać Syna Bożego na krzyż. Nie miał jednak władzy zmuszenia Jezusa do tego, by ten krzyż wziął On na swoje ramiona. Zbawiciel przyjął krzyż dobrowolnie i poszedł z nim w kierunku Golgoty po to, by już nigdy człowiek nie krzyżował ani samego siebie, ani innych ludzi. Chrześcijaństwo to nie religia cierpienia czy cierpiętnictwa. Przeciwnie, Chrystus przyszedł do nas po to, by nasza radość była pełna, a nie po to, by nasz krzyż stał się cięższy (por. J 15, 11). Chrystus nie zsyła nam krzyży ani cierpienia. On zachęca nas do tego, by każdy z nas wziął na siebie swój, ale nie Jego krzyż. Uczeń Chrystusa ma prawo przyjść do swego Pana i Zbawiciela z całym ciężarem życia, którego nieraz boleśnie doświadcza.

Krzyże, które my dźwigamy, to krzyże, które w naszej słabości i grzeszności sami sobie nakładamy, albo które nakładają nam inni ludzie. Chrystus przyjął na siebie to, czego Bóg nie stworzył: grzech, cierpienie i śmierć. Uczynił to po to, by nas z tego wszystkiego wybawić, by uwolnić nas od tych krzyży, które można przezwyciężyć oraz by pomagać nam mądrze nieść te krzyże, od których na razie nie możemy się wyzwolić. To nie krzyż, ani nie cierpienie jest dramatem. Cierpieniem i dramatem jest grzech, uzależnienie, krzywdzenie siebie i innych. Cierpienie natomiast jest szansą. Czasem bywa dosłownie ostatnią deską ratunku. Jeśli mimo cierpienia trwamy przy Chrystusie i uczymy się kochać tak, jak On, wtedy nawet cierpienie staje się czasem rozwoju i oczyszczenia. Bł. Jan Paweł II wiele razy wyjaśniał, że nawet wtedy, gdy część naszego życia okazuje się drogą krzyżową, to i tak może ono być błogosławione, jeśli tylko nie przestajemy kochać. To właśnie pod wpływem cierpienia wielu uzależnionych zaczyna mówić sobie prawdę i przyjmować pomoc specjalistów czy grup wsparcia. To właśnie dzięki twardej miłości swoich bliskich ludzie uzależnieni zastanawiają się i przestają błądzić. Dziękuję Ci, Chryste, za to, że mnie o tym upewniasz!

Tajemnica piąta – Śmierć Jezusa na krzyżu

„Gdy przyszli na miejsce, zwane «Czaszką», ukrzyżowali tam Jezusa i złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Lecz Jezus mówił: «Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią». Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: «Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego». Po tych słowach wyzionął ducha”. (Łk 23, 33-34. 44-46)

Syn Boży nie wycofał miłości do nas nawet wtedy, gdy źli ludzie przybili Go do krzyża i zabili. Pokochał nas dosłownie nad życie. Szaleńczo! Tak bardzo, że nasz los stał się dla Niego ważniejszy niż Jego własny los. Gdy umiera ktoś z naszych bliskich, wtedy w sposób bardzo dotkliwy przekonujemy się o tym, jak niewyobrażalnie bolesna jest śmierć, jak wiele niesie ze sobą pytań i lęku, bólu i buntu, jak bardzo wystawia na próbę naszą wiarę, nadzieję i miłość. Jakże nam bliski jest Syn Boży, który na krzyżu wykrzykuje: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27, 46). A jednocześnie jakże bardzo zdumiewa nas On swoim zaufaniem do Boga Ojca: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23, 46).

Istnieją różne rodzaje umierania. Istnieje nie tylko śmierć fizyczna, ale także śmierć duchowa. Zaczynamy umierać wtedy, gdy przestajemy kochać, albo gdy nie doświadczamy miłości od naszych bliskich. Życie bez miłości jest dla człowieka agonią, umieraniem na raty. Ale istnieje też takie umieranie, które jest dobre, błogosławione. Dobre i błogosławione jest to, że umiera w nas grzech, słabość, naiwność, egoizm, uzależnienie czy jeszcze coś innego, co oddala nas od miłości, radości i życia.

Jezu umierający za mnie na krzyżu, pomóż mi, by i we mnie umarło wszystko to, co oddala mnie od Ciebie i od Twojej miłości, bo gdy to w sobie uśmiercę, wtedy zacznie mi się znowu chcieć żyć!

Część IV – Tajemnice chwalebne

Tajemnica pierwsza – Zmartwychwstanie Jezusa

„Anioł przemówił do niewiast: «Wy się nie bójcie! Gdyż wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział. Chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał. A idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: Powstał z martwych i oto udaje się przed wami do Galilei. Tam Go ujrzycie. Oto, co wam powiedziałem». Pospiesznie więc oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i pobiegły oznajmić to Jego uczniom.” (Mt 28, 5-8)

Zmartwychwstający Jezus upewnia nas o tym, że można zabić miłość, ale nie można miłości zatrzymać w grobie. Każda prawdziwa miłość zmartwychwstaje, bo miłość jest naprawdę wszechmocna! Dosłownie! Chrystus upewnia nas o tym, że miłość jest największą siłą we wszechświecie. Nie można jej zamknąć ani w grobie, ani w przeszłości. Każdy chrześcijanin jest powołany na świadka tej prawdy o zmartwychwstającej miłości. Bez miłości pozostaje nam jedynie słabość i cierpienie.

Doświadczamy odradzającej mocy miłości wtedy, gdy odróżniamy miłość od jej imitacji czy karykatur. Miłość to nie popęd, nie współżycie, nie uczucie ani nie zakochanie, to nie to samo, co tolerancja czy akceptacja. To również nie to samo, co naiwność, uległość wobec zła, potulność czy pozwalanie na to, by ktoś mnie krzywdził. Miłość, jakiej uczy Jezus, to nie tylko szczyt dobroci, ale też szczyt mądrości. To właśnie dlatego Jezus wspierał ludzi szlachetnych, upominał błądzących, a przed krzywdzicielami się bronił. On uczy nas mądrej miłości według zasady: to, w jaki sposób okazuję ci, drugi człowieku, miłość, zależy od twojego postępowania. Jezus upewnia nas o tym, że zmartwychwstaje jedynie miłość prawdziwa, czyli mądra!

Tajemnica druga – Wniebowstąpienie Jezusa

„Po rozmowie z uczniami Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły.” (Mk 16, 19-20)

Tęsknimy za niebem. Pragniemy już tu na ziemi mieć kawałek nieba. To nasze pragnienie jest tym większe, im bardziej cierpimy w doczesności, im bardziej zamieniamy tę ziemię w dolinę ciemności i w padół łez. Jezus też tęsknił za Ojcem. Opuścił niebo po to, by stać się dla nas drogą do nieba. Wracając do Ojca, wskazał nam cel naszego życia na ziemi. Celem tym jest wieczne trwanie w miłości twarzą w twarz z Trójjedynym Bogiem. Być chrześcijaninem nie znaczy jednak być kimś, kto jest ciągle zapatrzony w niebo i kto nie uczy się sztuki życia na ziemi. Przeciwnie, Chrystus nie odpowiadał na pytania swoich uczniów na temat nieba, końca świata czy liczby ludzi zbawionych. On przyszedł po to, aby nas nauczyć życia w miłości, prawdzie i wolności w twardych realiach ziemi.

Być uczniem Jezusa to być stanowczym realistą. To wiedzieć, że jedyną drogą do nieba jest ziemia i że nie ma dobrej przyszłości bez uczciwej teraźniejszości. Mądrość polega na tym, by skupiać się na dobrym życiu tu i teraz, by nie wybiegać w przyszłość, ale też by nie zamartwiać się przeszłością, choćby była ona bardzo bolesna i zła. Z przeszłości mamy wyciągać wnioski na tu i teraz. Potwierdzeniem tej mądrości jest zasada, jaką stosują trzeźwiejący alkoholicy: dzisiaj nie piję. A jutro powiem sobie to samo! Jezu Chryste, pomóż mi żyć każdego dnia mądrzej niż wczoraj, a wcześniej czy później zacznę doświadczać kawałka nieba już tu na ziemi.

Tajemnica trzecia – Zesłanie Ducha Świętego

„Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wichru, i napełnił się cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić.” (Dz 2, 1-4)

Uzależnienia zaczynają się wtedy, gdy człowiek ulega duchowi tego świata. To duch grzechu pierworodnego. To duch kłamstwa i przewrotności, który wmawia nam, że własną mocą odróżnimy dobro od zła, że chwilowa przyjemność ważniejsza jest od trwałej radości i że z pomocą alkoholu czy innych substancji będziemy jak bogowie. Duch tego świata obiecuje nam łatwe szczęście, a w rzeczywistości przynosi jedynie rozczarowanie, uzależnienie, cierpienie i poczucie bezradności.

To właśnie dlatego Chrystus powracający do Ojca, nie pozostawia nas samymi. Umacnia nas swoim Duchem Świętym, Duchem miłości i mądrości, Duchem prawdy i roztropności, Duchem świętości i męstwa. Jezus posyła nam swego Ducha, który przypomina nam wszystko to, czego On nas nauczył. Jakże bardzo Ducha mądrości, prawdy, miłości i wolności potrzebują ludzie uzależnieni i ich współcierpiące rodziny. Żyjemy w świecie, który nas zachęca do kierowania się zupełnie innym duchem: duchem egoizmu i cynizmu, duchem naiwności czy tego, co przyjemne choćby bardzo grzeszne, duchem ateizmu i materializmu. Duch tego świata będzie nam zawsze obiecywał łatwe szczęście, które nie istnieje. To jest zawsze duch pokusy i pożądania. Chrystus posyła nam Ducha, który wyzwala nas nie tylko z grzechu, ale także z naiwności, zniewolenia i z każdej formy zła. Przyjmijmy z wdzięcznością Ducha Jezusa i kierujmy się zawsze tym Duchem – na wzór Maryi.

Tajemnica czwarta – Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny

„Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia.” (1 Kor 15, 20-23)

Maryja była cała piękna i cała święta, zawsze otwarta na Boga i zawsze wierna Jego woli. Nie znaczy to, że Jej życie doczesne było jednym pasmem radości. Przeciwnie, Ona tak wiele wycierpiała, bo przecież żyła pośród ludzi grzesznych, którzy postanowili zabić Jej Syna. Nazywamy Ją Matką bolesną. Źli ludzie nie oszczędzili Jej żadnego cierpienia. Nawet nie wyobrazimy sobie tego, co czuła pod krzyżem jedynego, ukochanego i niewinnego Syna. A jednak wytrwała do końca i jeszcze umacniała przerażonych apostołów. To Ją Syn Boży ustanowił także naszą Matką. Ona jest szczególnie blisko tych swoich ziemskich dzieci, które cierpią.

Chrześcijanin to ktoś powołany do naśladowania Maryi i do udziału w tej wiecznej radości, której Ona już doświadcza. Ona upewnia nas o tym, że cierpienie nie jest największym złem na tej ziemi i że lepiej cierpieć, dobrze czyniąc niż cierpieć, źle czyniąc. Kto cierpi dlatego, że kocha ludzi niedoskonałych, których trudno kochać, temu nikt nie odbierze radości ani nadziei, a Maryja będzie wypraszać u Boga łaskę wytrwania w miłości do końca. Kto jeszcze czy kto znowu nie kocha, ten może się nawrócić i zmienić, jeśli zaufa Maryi, będzie się przez Jej pośrednictwo modlił i zacznie naśladować Jej wytrwałość i Jej nadzieję, którą promieniowała nawet pod krzyżem swego Syna.

Tajemnica piąta – Maryja Królową nieba i ziemi

„Potem wielki znak ukazał się na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. I stanął Smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby, skoro porodzi, pożreć jej dziecię. I porodziła Syna – Mężczyznę, który wszystkie narody będzie pasł rózgą żelazną.” (Ap 12, 1. 4-5)

Królować to żyć w miłości. Kto żyje poza miłością, ten staje się niewolnikiem własnej słabości albo słabości czy okrucieństwa innych ludzi. Maryja – Królowa nieba i ziemi – upewnia nas o tym, o czym Bóg powiedział nam na początku naszej historii, że człowiek to ktoś podobny do Boga, to ktoś powołany do tego, by żyć w przyjaźni z Bogiem, z bliźnimi i z samym sobą. To pan całego stworzenia. Warunkiem życia na ziemi w sposób godny człowieka jest to, że każdy nas z pomocą Boga zdobywa największą władzę, jaka istnieje: władzę nad samym sobą, nad własnymi słabościami, nad własnym poczuciem bezradności. Maryja upewnia nas o tym, że dosłownie wszystko, co dobre, możemy czynić wtedy, gdy słuchamy Jej Syna, gdy czynimy to, co On nam powie.

Kto słucha Jezusa, ten może całkowicie przemienić swoje życie. Świadczą o tym ci uzależnieni, którzy odzyskali wolność i całkowicie przemienili swoje życie. Naprawdę dla Boga nie ma nic niemożliwego. Bóg może uratować każdego z nas. Każdy z nas, nawet najbardziej dotąd zniewolony i bezradny, może stać się kimś nowym, wolnym, świętym, promieniującym miłością i świętością. Maryjo, Królowo nasza, upraszaj nam cud nawrócenia, przemiany i świętości! Amen.