Medytacja na czwartek I tygodnia Wielkiego Postu

Medytacja na czwartek I tygodnia Wielkiego Postu

Cisza zna odpowiedź

Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: «Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?» A oni odpowiedzieli: «Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków». Jezus zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?» (Mt 16,13-15).

Jezus i mnie pyta: «Kim dla ciebie jestem? Jak czujesz i rozumiesz moją obecność w twojej codzienności? Czy niosę tobie Życie? Czy jestem w nim tylko martwą legendą?»

Lubię słyszeć w duszy te pytania. Są coraz bardziej moje, oswoiłam je. Lubię i czuję ich szczególny dźwięk. Lubię tę dziwną rozmowę, która przetacza się sennie w jakimś nieokreślonym paśmie mojego serca i która przenika tajemnie w konkretną, namacalną rzeczywistość. Tę właśnie, pełną sprzecznych moich postaw, wykluczających się motywów, gdzie sama dla siebie bywam niezrozumiałą zagadką. Po latach stukania do różnych drzwi, odkrywania cudzej mądrości, po latach ufnych rozmów i czujnych podpatrywań znalazłam własną ciszę. Jest w niej po ludzku samotniej, ale po Bożemu – prawdziwiej. Z etapu «to wszystko nie tak» przeszłam do czasu «to wszystko jest we mnie». Jest w tej ciszy i noc, i dzień, w stałym dni i nocy cyklu, gdzie jasne przeplata się z niejasnym. I tam kłębią się pytania.

Komu mam zanieść swoje zagubienie i rozczarowanie światem? Komu wyznać narastającą bezsiłę wobec tylu ludzi? Komu opowiedzieć o zazdrości? O młodość i beztroskę moich dzieci. Komu wyznać rozczarowania trudami ich dorastania, oddanym czasem, którego nikt mi nie zwróci? Chciałabym szacunku i nagrody, chciałabym, aby ktoś wreszcie to wszystko zauważył. Chciałabym wiedzieć, czy naprawdę było warto.

Nie do ludzi mi z tym iść, tylko do samej siebie – do mnie samej w Tobie. Jeśli tam właśnie szukam, wciąż mam szansę. Powoli i systematycznie porzucam kolejne nazywania. Prawda jest bowiem jedna, różnią się tylko interpretacje, poziomy i wymiary jej odbioru. Zamykam oczy i wsłuchuję się w tę ciszę. Ciszę, która jest. I w niej właśnie słyszę opowieść o wielkiej, niekończącej się, żywej, pulsującej Wartości. W niej dotykam mocy tej wariackiej miłości. W niej czuję bezkresne dobro bycia matką i gniazdem. I to jest czyste i piękne. Uśmiecham się do swoich myśli. W tej ciszy moją nagrodą jest brak nagrody.

Tym dla mnie jesteś, Jezu. Moją tajemną, mądrą Ciszą.

Ewa Maria Cimachowska