Medytacja na czwartek II tygodnia Adwentu

Medytacja na czwartek II tygodnia Adwentu

Gwałtem?

«Od czasów Jana Chrzciciela aż do tej pory królestwo niebieskie doznaje gwałtu i gwałtownicy je zdobywają. Natomiast do czasów Jana prorokowali wszyscy Prorocy i Prawo. A jeśli chcecie wiedzieć, to właśnie on jest Eliaszem, którego oczekiwano. Kto ma uszy, niechaj słucha» (Mt 11,12-15).

Jezus przemawia do tłumów. Próbuję odnaleźć się w tej rzeszy i słuchać…

Królestwo niebieskie doznaje gwałtu i gwałtownicy je zdobywają (Mt 11,12). Gwałtu? Dlaczego tak? Przecież Eliasz doświadczył obecności Boga w szmerze łagodnego powiewu – nie było Pana w gwałtownej wichurze (por. 1 Krl 19,11-12). Jak to ze sobą połączyć?

Patrzę na Jana Chrzciciela. Jest na granicy Starego i Nowego Testamentu. Jedną nogą jeszcze tam, drugą już tu. Razem z nim stoję w przełomowym momencie historii. Myślę, że on żyje w dwóch różnych „światach”. Stary pozostaje silny mocą wypełnianych praw i powinności. Nowy raczej nie odsłania takiej mocy, jest otwarty, potrzebuje Miłości i zależności. Stary próbuje niejako wedrzeć się do nowego. Wygląda to na gwałt. Czuję przed nim opór. Próbuję się przyglądać, słuchać…

Powoli zaczynam dostrzegać nowy wymiar gwałtowności. Już nie tej niszczącej, jak wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały u Eliasza. Raczej jak Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę, prostujcie ścieżki! (por. Mt 3,3). Oto nadchodzi Miłość, a Ona kocha Prawdę…

Gwałtowność, której się tak opieram, to złość. Energia potrzebna do tego, by żyć, zaistnieć, zawalczyć o siebie. Tego domaga się miłość. Woła o prawdę o mnie: o moich uczuciach, pragnieniach, potrzebach. Bez tej energii nie mam szans. To „gwałtownicy” żyjący w prawdzie zdobywają Miłość.

Mam wrażenie, że z łagodnością zapraszasz mnie, Panie, do przyjęcia tej gwałtowności w sobie. Z drugiej strony tyle lat żyłam w przekonaniu, że złość jest zagrażająca i zazwyczaj zrywa więź. Przy tym tak bardzo tęsknię za łagodnością i poczuciem bezpieczeństwa. Trudno mi przetrwać te momenty w relacji, gdy „miło i spokojnie” nie jest. Boję się… Kolejny konflikt we mnie samej. Jednak chcę go uznać, przytulić, przyjąć za swój. Chcę docenić obie strony.

Patrzę na podziały we mnie, na rozdarcie: stare kontra nowe, gwałtowność kontra łagodność. Męczy mnie to rozbicie, ta potrzeba rozdzielania…

Panie Jezu! Wejdź, proszę, w sam środek mojej historii, łącząc i scalając mnie w jedno, w całość. Jak starotestamentalne Prawo, nie znosząc z niego ani joty (por. Mt 5,18), a wypełniając wszystko i tworząc nowe. Wiem, że tylko Ty możesz to zrobić. Twoja Miłość tego dokona. Amen. Marana tha!

Małgorzata Werpachowska