Medytacja na czwartek II tygodnia Wielkiego Postu

Medytacja na czwartek II tygodnia Wielkiego Postu

Pragnienia

Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza (Łk 16,21).

Po raz kolejny wczytuję się w tekst. Moją uwagę przykuwają kontrasty: bogaty – biedny, pałac – brama pałacowa, bisior – wrzody, wystawne uczty – odpadki. Zdaje się, że bogacz ma wszystko i jest szczęśliwy. Łazarz przeciwnie – nie ma nic i pragnie nasycić się odpadkami. Budzi to moją odrazę. Dlaczego nie żywi większych pragnień? A może to są wielkie pragnienia? Nie ma nic, więc pragnie okruszyn. A bogacz? Czy pragnie czegokolwiek? Przecież zaspokaja każdy swój kaprys. Doświadcza pragnienia dopiero wtedy, gdy zostaje pogrzebany i cierpi męki w otchłani. Prosi wówczas chociaż o kroplę wody…

Patrzę w swoje serce i widzę, że moje braki wywołują we mnie smutek. Jak wiele we mnie żalu, że jestem niedoskonała. W tym momencie pojawia się radość, ponieważ moje ubytki i rany mogą stać się miejscem pragnienia, miejscem do wypełnienia. Wsłuchuję się w zewnętrzną warstwę mojego chaosu. Potrzebuję dłuższej chwili, aby wejść w tę medytację i popatrzeć na moje pragnienia. Staję wobec zabieganej samej siebie, zaangażowanej w wiele spraw i zamrażającej swoje wnętrze. Po co? Aby przeżyć, dać sobie radę. Potrzebuję dużo czasu, aby zobaczyć, co znajduje się w moim sercu.

Tak często myślę, że szczęście jest posiadaniem wszystkiego – nie w sensie materialnym, ale duchowym oraz intelektualnym. Darów, które sprawiają, że czuję się pewnie i samowystarczalnie. Dzisiejsze Słowo przypomina mi, jakim bogactwem jest brak. Brak potrzebuje wypełnienia. Dalej potrzebne jest pragnienie zapełnienia pustki. W kim lub w czym poszukuję tego wypełnienia? Z czym staję wobec tego Słowa? Braki mnie zawstydzają, konfrontują z potrzebą Boga oraz innych w moim życiu. Pokazują prawdę o mnie. Prawdę, że potrzebuję obecności Bożej i ludzkiej. Po raz kolejny pochylam się nad tym, iż mojej tęsknoty nie wypełni nikt i nic poza Bogiem. Relacje oraz osoby obdarzone zaufaniem i dające mi poczucie bezpieczeństwa są dla mnie bezcenne. Jednak mam wrażenie, że w głębi serca skrywam niewypowiedzianą tęsknotę. Karmię się namiastkami, ale czekam na wypełnienie obietnicy i życie, w którym nie ma lęku ani głodu. Zaangażowanie, czynione dobro, wielorakie dzieła mogą stanowić moje bogactwo, które sprawia, że zabijam w sobie pragnienie Boga. Dzieje się to, gdy wybieram «mieć» nad «być» – posiadanie nad bycie z Nim.

Jezu, nakarm mnie sobą, abym nie szukała zaspokojenia poza Tobą, w namiastkach, które nie nasycają mojego głodu – prawdziwego głodu Ciebie.

s. Magdalena Sitkowska