Medytacja na czwartek IV tyg. Adwentu

Medytacja na czwartek IV tyg. Adwentu

«Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim» (Łk 1,46-47).

Często wiara jest dla mnie kosmosem. Czymś odległym i nieosiągalnym. „Chwalić Pana?” – pytam samego siebie. Za co? Za to, że brakuje mi pieniędzy? Za to, że ojciec mnie kochał? Za to, że jestem uzależniony?

Nadchodzą święta Bożego Narodzenia, które ubóstwiałem jako dziecko. „Radował się duch mój”, ponieważ wiedziałem, że będą prezenty. Bardziej czekałem na świętego Mikołaja. Dziś, jako dorosły mężczyzna, traktuję Boga jako świętego Mikołaja, który spełni moje marzenia, kiedy Go o to poproszę. Doświadczenie niejednokrotnie pokazało mi, że działa On w swoim tempie. Często dostaję od Niego inne „prezenty” niż te, o które prosiłem. Robi to z miłości, choć na początku mam wrażenie, że chce mi dokopać. To właśnie z miłości Bóg zstępuje na ziemię w osobie Jezusa, który rodzi się z kobiety. Jest bezbronny. Nie objawia się jako superman w lśniącej zbroi i z supermocą na zawołanie. Przeciwnie, od samego początku ma pod przysłowiową górkę i wszystko przyjmuje pokornie, nie rezygnując przy tym z tego, po co pojawił się między ludźmi. Nie zmienia świata od zewnątrz – siłą. Robi to od wewnątrz – od strony serca. Bez przemocy, delikatnie.

Temu wszystkiemu towarzyszy Maryja, Matka Boża. Myślę, że wielokrotnie było Jej ciężko, gdy wyśmiewano, obrażano i krytykowano Jej Syna. Jej bólu pod krzyżem, na którym umarł Bóg oraz – tak po ludzku – po prostu Jej Syn, nie potrafię sobie wyobrazić. Uczucia i emocje są ważne, ale to moje decyzje mnie determinują. Moje czyny. Maryja powiedziała „tak” Bogu i pozostała wierna bez względu na zmieniające się nastroje.

Boże, po raz kolejny zapraszam Cię do swojego życia. Niech się dzieje wola Twoja, a nie moja.

Paweł Koślik