Medytacja na czwartek po Popielcu

Medytacja na czwartek po Popielcu

Podróż niesamotna

«Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa» (Łk 9,24).

Pociąg przyjechał. Szukam swojego przedziału. Przede mną ponad trzynaście godzin podróży. Wydaje się dużo, ale to też możliwość bycia ze sobą sam na sam przy zmieniającej się rzeczywistości na zewnątrz. Zimowa aura sprawia, że na nowo odkrywam Słowa Pana: «Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją» (Iz 1,18). Miasta, miasteczka, wsie, pola, lasy dane mi tylko na chwilę. Przecież w nie jest wpisana historia konkretnego człowieka, którego nigdy nie poznam. Jego spotkania, rozstania, radości, smutki, choroby, życie i śmierć.

Nawet nie zauważyłem, kiedy dosiadł się towarzysz podróży, zajmując miejsce w niedawno wolnej przestrzeni. Celem Jego podróży jest spotkanie ze swoim Ojcem, za którym bardzo tęskni. Mówił o swoim Ojcu, jakby On za chwilę miał się do Niego dosiąść. Są zanurzeni w swojej obecności. Widzę, że Jego zakochanie w Ojcu daje Mu wiele pokoju i radości. Mnie też to jakoś dziwnie zaczęło uspokajać. Odgłos pędzącego pociągu ustąpił na rzecz historii Tego Człowieka.

Opowiadając historię swojego życia, powiedział o cierpieniu i śmierci przed spotkaniem z Ojcem: «Będę odrzucony przez tych, którym Mój Ojciec zaufał. Oni mnie zabiją!». Pierwszy raz spotkałem Człowieka, który o swojej śmierci mówi tak łagodnie, jakby już teraz miał na nią swoją zgodę. Mówił to tak, jakby ta śmierć nie miała być wcale końcem.

Jego słowa pomogły mi odkryć coś nowego: «Życie to nie zawsze to, co chciałbym mieć tu i teraz, natychmiast. Odrzucenie i niezrozumienie są w nie wpisane. Zapomnienie o sobie uwalnia od walki z całym światem». Gość podróży uświadomił mi również ważną rzecz: «Codziennie mam wybór: zyskać świat czy ocalić siebie, gdy widzę, że mogę nie spełnić do końca oczekiwań innych. Życie bez przeszkód to pewna iluzja, droga donikąd, która nie daje mi możliwości spotkania z Tym, który powiedział, aby zaprzeć się samego siebie, wziąć swój krzyż i iść przed siebie. Bardzo dziwna i trudna to podróż, jaką jest ŻYCIE».

Koniec podróży. Zapowiedź ostatniej stacji, wstaję po bagaż, odwracam się. Już Go nie ma. Wyszedł bez pożegnania? A może pokazał mi, że to nie koniec naszego spotkania? Kilka godzin w głąb swojego życia z Jego Słowem, niczym wyprawa po odrobinę wolności. Chociaż upłynęło tylko kilka chwil od naszego rozstania, już tęsknię za Jego obecnością.

A jednak jest. Pomaga teraz wsiąść starszemu mężczyźnie do innego pociągu. Spotkałem wzrok starca. W jego oczach zobaczyłem pytanie: «Dziecko, gdybyś przeżył tyle co ja?». Spoglądając na niego, pomyślałem, że nic nie wiem o ludziach takich jak on, ale wiedziałem, że On wie. Będzie to dla niego bezpieczna podróż, może już ostatnia, ale ze szczególną Obecnością.

Jezu Chryste, bądź ze mną, gdy idę przez życie dane przez Boga. Niech Twoja obecność uwalnia moje serce od tego, co zabiera mi Ciebie. Amen.

br. Piotr Hejno OFMCap