Medytacja na czwartek V tyg. Wielkiego Postu

Medytacja na czwartek V tyg. Wielkiego Postu

Dwoje uszu to w sam raz

Jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki (J 8,51).

Dwoje uszu to dla mnie za dużo. W sytuacjach, kiedy nie chcę słyszeć słów poruszających jakieś bolesne miejsca we mnie lub słów raniących, wulgarnych, wyrażających agresję, wolałbym nie mieć uszu wcale lub słyszeć tylko dźwięki jakiegoś nieznanego mi, obcego języka z Dalekiego Wschodu – tak obcego, że z niczym się nie kojarzy. I czasem rzeczywiście nie słyszę lub nie rozumiem, potok słów płynie jakby obok mnie, a ja jestem wtedy nieprzemakalny, niedostępny jak twierdza zbudowana ze skały, o którą rozbijają się jego fale.

Bywa też i tak, że dwoje uszu to za mało. Są takie sytuacje, kiedy wydaje mi się, że potrzebowałbym jeszcze przynajmniej dwóch dodatkowych uszu, tak bardzo chcę usłyszeć, pojąć, odszyfrować jakiś niewypowiedziany wprost podtekst, jakąś niepokojącą mnie dwuznaczność, jakąś ukrytą ironię. Te dodatkowe uszy to taki czuwający, drażliwy „organ” we mnie, który właściwie także nie słucha. On po prostu wie lepiej, a jeśli już słucha, to tylko mnie samego, tej zalęknionej, zirytowanej, uprzedzonej do innych cząstki mnie samego.

Jak zatem ta cała maszyneria działa w praktyce? Dzisiejsza Ewangelia może być dobrym przykładem, aby to wyjaśnić. Automatycznie mój słuch wyłącza się na słowa Pana Jezusa o zachowywaniu Jego nauki i niezaznaniu śmierci na wieki. Potrzebuję wielkiego wysiłku woli, aby przy tych słowach pozostać, aby je przyjąć i pozwolić im zamieszkać w moim sercu. Na ich dźwięk jakbym się z sobie utwardzał, jakbym zbroił się przeciwko nim nieprzemakalną warstwą. Dlaczego? Może z lęku przed życiem?

Natomiast to, co mi przychodzi spontanicznie i co bez żadnego wysiłku zostaje we mnie, słyszę swym uchem podejrzliwym, zirytowanym z powodu Jezusa i tego, co On mówi. Dokładnie tak samo jak Żydzi z dzisiejszej Ewangelii bez żadnego trudu mógłbym stanąć pośród nich i krzyczeć: „Opętany!”, „Kimże Ty siebie czynisz?!” lub wziąć kamień, aby w Niego rzucić. Bardzo łatwo przychodzi mi podejrzewać, domyślać się, odkrywać to, czego nie ma w słowach Jezusa, czyli kpinę, sarkazm, ironię. Dlaczego? Może z lęku przed śmiercią?

Jezu otwórz me uszy, żebym usłyszał, jak bardzo mnie kochasz.

br. Michał Deja