Medytacja na czwrtek III tyg. Adwentu

Medytacja na czwrtek III tyg. Adwentu

Jechoniasz był ojcem Salatiela; Salatiel ojcem Zorobabela; Zorobabel ojcem Abiuda; Abiud ojcem Eliakima; Eliakim ojcem Azora… (Mt 1, 1-17)

W dzisiejszych czasach jest dość powszechna moda na robienie sobie drzew genealogicznych, poszukiwanie przodków i swoich własnych korzeni. Sam mam taką rozpiskę rodziny ze strony mojej mamy sięgającą XVII wieku. Rzadko kto może pochwalić się dotarciem do swojego pradziada, który żył czterdzieści dwa pokolenia temu, a taką właśnie genealogię Jezusa prezentuje św. Mateusz w dzisiejszym fragmencie Ewangelii. Jak się jej przyjrzymy, to znajdziemy tam kilka znanych osób, jak choćby patriarchowie: Abraham, Izaak, Jakub i Juda. Jest też Rut, główna bohaterka biblijnej księgi nazwanej jej imieniem, jest i król Dawid i jego syn Salomon. Na początku tego rozważania umieściłem jednak fragment z imionami, które nam nic nie mówią, nic o nich nie wiemy, wydają się być kompletnie nieważni dla historii, po prostu każdy z nich to taki „nikt”. Nie ma co na siłę szukać jakichś ich zasług, naprawdę nic o nich nie wiadomo. A jednak znajdują się w genealogicznym drzewie Pana Jezusa, stanowią Jego rodzinę i On się do nich przyznaje! Nawet jeśli nic wielkiego nie zrobili stanowią część historii zbawienia, czyli historii, którą pisze i steruje sam Bóg, realizując swój plan.

Myślę teraz o tym, jak trudno jest nam czasem przyjąć naszych rodziców, dziadków i innych bliskich, bo po prostu są lub byli „nikim” według światowego patrzenia. Nie mieli wykształcenia, towarzyskiego obycia, byli prości, uparci, rozchwiani emocjonalnie lub psychicznie, dotknięci nałogami, działający z przemocą, w ogóle tacy „nie piękni”. Nie chcemy, by nas z nimi kojarzono, nie zapraszamy przyjaciół do domu, gdzie oni mieszkają, ciężko jest nam z nimi się porozumieć, rozmawiać bez emocji, nie dzwonimy do nich, nie chwalimy się nimi, nie potrafimy się z nimi do końca pojednać czy wybaczyć im, wstydzimy się tej szeroko rozumianej ich biedy. A najbardziej wstydzimy się, że my jesteśmy z nich, sami w jakiś sposób tą biedą dotknięci i naznaczeni. Tak naprawdę nie akceptujemy tego, kim my sami jesteśmy, tego naszego „dziedzicznego obciążenia”, które jest niechcianą częścią nas samych, a które naznaczyło nas niepotrzebnymi nam do niczego lękami, trudnościami w podejmowaniu decyzji czy problemami z zaufaniem, także z zawierzeniem Bogu.

Autor książki „Droga niedoskonałości. Świętość ubogich”, ksiądz André Daigneault, wspomina w niej po latach swojego ojca: „Jest koniec tygodnia i mój ojciec trochę za dużo wypił. Mój ojciec, który przy naszym stole gościł żebraków i dzielił się z biedakami prezentami spod choinki, który tak bardzo kochał św. Józefa i którego widziałem każdego ranka w kuchni, na klęczkach, odmawiającego modlitwę, nieco pijany, mamrocze: „Panie Jezu, miłosierdzia!”. Dopiero kiedy miałem koło trzydziestki, oświeciło mnie i poznałem, że mój ojciec, robotnik, prosty człowiek, należał do ubogich Pana, i że to dzięki jego modlitwie zostałem kapłanem. Słowa „Panie Jezu, miłosierdzia!”, wypowiadane przez mojego ojca setki razy pośród jego słabości i zranień, z pewnością poruszyły serce Boga, rzucał je ku Bogu jak krzyk, kiedy upokarzała go słabość do alkoholu”.

Przyznacie, że jest to piękne świadectwo o słabości i, w tym wszystkim, o czymś pięknym. Nie ma idealnych rodziców, wychowawców, dzieci, szefów itp. My sami też nie jesteśmy i nigdy nie będziemy idealni. Jest w nas i naszych bliskich słabość i wielkie ograniczenia, ale jest też moc i elementy dobra, na których można coś budować, nawet jeśli te pozytywy nie są zbyt widoczne i trzeba nieco ich poszukać. Paradoks Ewangelii i myślenia Boga jest taki, że „moc w słabości się doskonali” i że „tam, gdzie wzmógł się grzech jeszcze bardziej rozlała się łaska”, no i że ze śmierci jest wyprowadzane życie, a krzyż odbierający życie staje się krzyżem chwalebnym czyli życiodajnym. Bóg potrafi budować niezłe budowle na fatalnych fundamentach!

Z Psalmu 139: Przenikasz i znasz mnie, Panie, Ty wiesz, kiedy siedzę i wstaję. Z daleka spostrzegasz moje myśli, przyglądasz się, jak spoczywam i chodzę, i znasz wszystkie moje drogi. Ty ze wszystkich stron mnie ogarniasz i kładziesz na mnie swą rękę. Ty bowiem stworzyłeś moje wnętrze i utkałeś mnie w łonie mej matki. Sławię Cię, żeś mnie tak cudownie stworzył! Godne podziwu są Twoje dzieła!

br. Łukasz Woźniak OFMCap