Medytacja na II niedzielę Adwentu

Medytacja na II niedzielę Adwentu

Autostrada na pustyni

Jak jest napisane u proroka Izajasza: «Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie dla Niego ścieżki».Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając swoje grzechy (Mk 1,2-5).

Liturgia słowa przywołuje we mnie obraz skalistej Pustyni Judzkiej. Widzę nagie urwiska, pozbawione życia zbocza gór oświetlone ostrym, oślepiającym słońcem. Jest gorąco, duszno, brakuje powietrza. Cisza aż dźwięczy w uszach. Zboczami schodzą w dół ludzie. Idą jeden za drugim, łączą się niżej w większe grupy. Zaczynam słyszeć jakieś odgłosy, jakby brzęczenie muchy. To gwar zbliżających się ludzi podekscytowanych niecodziennym wydarzeniem. Ten harmider zaczyna mi przeszkadzać, drażnić. Pojawiają się niechęć, złość, bunt, niepokój. Przypominają mi się czyjeś złośliwe słowa, raniące uwagi. Chcę się bronić, budzi się we mnie wrogość, chęć odwetu. Wstydzę się tych myśli, ale one pokazują, co czuję. Uświadamiam sobie, że ludzie schodzący z gór to ja sama schodząca w głąb siebie. Ten zgiełk to natłok myśli i uczuć w moim sercu.

Powracam myślami na pustynię. W dolinie płynie rzeka Jordan, otoczona soczystą zielenią bujnej roślinności. Wyczuwam, że tam jest źródło życia. Pragnę zanurzyć się w wodzie. Wyobrażam sobie Jana polewającego moją głowę. Woda obmywa mnie, ochładza, a lekki powiew wiatru przyjemnie orzeźwia. Spoglądam na góry. Widzę teraz drogę, szeroką jak autostrada, prowadzącą w kierunku słońca. Mam ochotę nią biec, pędzić szybko. Słońce już nie razi, rozlewa łagodne światło. Czuję delikatne, łaskoczące promienie. Otula mnie błogie ciepło, które przynosi mi ukojenie. Bóg już tu jest – sam przyszedł. Przyjmuje mnie całą, ze wszystkimi moimi uczuciami. Wrogie uczucia znikają. Pojawia się wdzięczność.

Pociąga mnie ta prosta, bezkolizyjna droga kontaktu z Bogiem. Aby ją odnaleźć, muszę zejść w dół, w głąb siebie. Tam, w ciszy pustyni, mogę usłyszeć prawdziwy głos mego serca i zobaczyć moje słabości. Tam jest źródło, początek autostrady, którą On sam pragnie do mnie przychodzić.

 Dziękuję Ci, Panie, za wszystkich posłańców, którzy pomagają prostować moje ścieżki. Pomóż mi zawsze odnajdować początek tej drogi, która prowadzi bezpośrednio do Ciebie.

Alicja Rozalska