Medytacja na III niedzielę Adwentu

Medytacja na III niedzielę Adwentu

Wybranie

[…] człowiek posłany przez Boga (J 1,6).

Zatrzymują mnie te słowa, jakże bliska jest mi świadomość bycia posłaną… Jednak bardzo chcę doświadczać każdego dnia, że jestem wybrana, umiłowana, jedyna, a wybór mojej drogi życiowej ma sens. Bóg objawia mi dzisiaj samego siebie w osobie Jana Chrzciciela. Bóg, który powierza mu misję. Zadziwiające, gdyż Jan Chrzciciel to człowiek prosty i ubogi. Żyje na pustyni, na peryferiach świata, za Jordanem. Do tego prostego człowieka ściągają tłumy, w tym specjaliści od wiary: kapłani i lewici. Jan nie spełnia moich kryteriów ideału i perfekcjonisty. Bóg po raz kolejny pokazuje, że posługuje się człowiekiem słabym, aby w nim objawiła się Jego moc.

W jaki sposób przejawia się czułość Boga? Dwojako: poprzez poruszenia sumienia oraz przez ludzi, których nam daje. Bóg pokazuje mi, że każdy jest dla Niego ważny, przecież „coś” poruszyło także tych wykształconych Żydów: niepokój, niepewność, może złość. Cokolwiek to było, to doświadczenie sprawiło, że wyszli z Jerozolimy, aby szukać, tylko czy na pewno prawdy? W wielu momentach czuję się jak oni. Wiem, co jest dobre, ale daję sobie prawo wybrać inaczej, aby ominąć zmaganie, wysiłek związany ze zmianą mojego myślenia, z konkretnymi wyborami. Chronię siebie i to, co rzekomo miałoby mnie uszczęśliwić.

Bóg posyła także do mnie osoby, które pomagają mi dojrzewać. Z wdzięcznością myślę o tych, którzy wprowadzali mnie na drogę wiary. O tych, którzy byli na pewnym etapie przez chwilę, i o tych, którzy nadal mi towarzyszą, są ze mną w przyjaźni. Relacje z nimi wiążą się z zaufaniem, ponieważ mogę powierzyć się tylko komuś, kto przyjmie mnie totalnie, ze wszystkim, co we mnie jest. Przed kimś takim nie muszę udawać. Wyzwaniem okazuje się kolejny krok – spojrzenie z podobną otwartością na tych, których odrzucam, przed którymi zamykam serce. Pragnę przyjęcia i akceptacji, ale dopiero niedawno odkryłam, że odmawiam tego tym, od których wymagam przyjęcia mnie z racji pełnionych funkcji. Podkreślam wobec nich, jak istotne to dla mnie, choć sama im tego nie daję, gdy oceniam, obmawiam, krytykuję.

Bóg nie pozostawia mnie samej w tym zmaganiu. Oczyszcza moje spojrzenie, gdy przyjmuje mnie całą i odpuszcza mi grzechy. Daje o wiele więcej – powierza mi siebie, wyrażając w ten sposób zaufanie względem mnie. Pokładając we mnie nadzieję, posyła mnie do konkretnej rzeczywistości: wspólnoty, pracy, osób, które przychodzą do mnie tylko dlatego, że jestem siostrą zakonną. Obdarza mnie drugim człowiekiem i swoim Duchem Świętym, który uzdalnia mnie do przyjmowania prawdy o sobie.

Boże, dziękuję Ci za słowo, z którego płynie nadzieja i z którego czerpię życie. Daj mi odwagę przyznawania się przed sobą do bycia wybraną i posłaną przez Ciebie. Wypełnij mnie Twoim  Duchem, abym w Tobie odkrywała prawdę o mnie samej – powołanej z miłości i do miłości. Usuwaj lęk, w którym pozostaję sama ze swoimi pragnieniami i pytaniami. Bądź blisko i przekonuj mnie o Twojej miłości do mnie.

Magdalena Sitkowska