Medytacja na Niedzielę Palmową

Medytacja na Niedzielę Palmową

Zgoda na to, że święta nie będą idealnie święte

 Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie (Mk 11,9).

Mój Jezu, oczami duszy widzę, jak wjeżdżasz do Jerozolimy. Tyle razy mówiłeś mi o tym, że Twoim celem jest właśnie przybycie tu, do Miasta Świętego. Cieszę się wraz Tobą, że już jesteś, cieszę się na ten pobyt. Widzę Twoją mądrość i sprawczość, której wcześniej nie dostrzegałem.

Tak zwyczajnie wiesz, gdzie przywiązane jest oślę dla Ciebie i jak Biblijny Król ma wjechać do Jerozolimy.

No cóż, ciągle uczę się Twojego Królestwa i tego, że to Ty jesteś Panem sytuacji.

To trudne – nie patrzeć na Ciebie jak na skrzywdzonego, biednego człowieka, a widzieć w Tobie Pana i Władcę, który nadchodzi po swoje królestwo.

Ci wszyscy ludzie z palmami i płaszczami wokół nas uśmiechają się i są tak bardzo spontaniczni. Też mam w sobie tę radość z Twojego przybycia i z Twojej obecności. Wielokrotnie mówiono mi, że to obłudne tak się cieszyć, by później nienawidzić i zabić.

«Śmiejesz się w piątek, będziesz płakać w niedzielę»– powtarzają ludzie zalęknieni swoim szczęściem. Przerażeni tym, że można nie cierpieć. Tak jakby jedno wykluczało drugie – dobro, czułość wykluczało to, że ma się też taką część niedoskonałą, która stale się rozwija.

Odkrywam w sobie dwie skrajności. Dostrzegam w Twoich oczach, że patrzysz na mnie, jakbym był jednością. Niepodzieloną, nierozszczepioną, nie albo złą lub dobrą. Jakbym cały był do Twojego kochania.

Buntuję się na myśl o niczym niezmąconej świątecznej radości. Czy to źle, że mam w sobie zgodę na to, że święta nie będą święte, a ja sam będę miał w ich trakcie skrajne emocje?

Bo przecież tak zwyczajnie smucę się na myśl o tym, jak bolą Cię moje grzechy i to, co robię. Ale i raduje mnie bardzo moje odkupienie, którego dokonujesz, aż po okrzyk «Hosanna!».

Patrzę na Twój, Jezu, odważny wjazd do Jerozolimy na święto i zadaję sobie pytanie, dlaczego święta tak często mnie rozczarowywały. Pewnie dlatego, że zwykle miałem w stosunku do nich ogromne, czasem nierealne oczekiwania. Chciałem mieć święta jak z marzeń, że grzesznik przestanie być grzesznikiem. Mierzwiło mnie określenie «święty grzesznik». Liczyłem raczej, że z nadejściem Paschy, tak ja, jak i bliscy mi ludzie przestaną czynić zło, nawrócą się, czyli staną się lepsi i nagle zrobi się miło i bezpiecznie. Bajkowy świat bez grzeszników aż po fakt, że święta są święte. Tymczasem, znam to z autopsji, nawrócenie się grzesznika nie następuje w takim stopniu, jakbym sobie tego życzył, marzył o tym. To jest przecież długi proces ogrzewania się przy Twojej Miłosiernej Miłości. Aż po szczyt, po sytuację, gdy staję przed Tobą jako grzesznik i uznaję moje słabości, wyznaję je w pokorze i proszę o pomoc. Oto święty grzesznik: prawdziwy, rzeczywisty i gotowy do świętowania.

Exsultet, czyli Orędzie Wielkanocne

O, jak przedziwna łaskawość Twej dobroci dla nas!
O, jak niepojęta jest Twoja miłość: aby wykupić niewolnika, wydałeś swego Syna.
O, zaiste konieczny był grzech Adama, który został zgładzony śmiercią Chrystusa!
O, szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel!
O, zaiste błogosławiona noc, jedyna, która była godna poznać czas i godzinę zmartwychwstania Chrystusa.

br. Adam Michalski