Medytacja na Niedzielę Palmową Męki Pańskiej

Medytacja na Niedzielę Palmową Męki Pańskiej

Shalom Jerusalem

Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto, i pytano: «Kto to jest?». A tłumy odpowiadały: «To jest prorok, Jezus z Nazaretu w Galilei» (Mt 21,10-11).

Opowiedz mi, Jerozolimo, o Tym skazańcu, którego trzecie tysiąclecie pamięta; o tym procesie bez precedensu, podczas którego człowiek sądził Boga; o tym wyroku w pokorze przyjętym, gdy tłum na cześć niesprawiedliwości wiwatował; o geście namiestnika, gdy woda z misy miała zmyć całą winę.

Opowiedz mi o tej drodze, którą przechodził z krzyżem na barkach; o tej samotności, którą przymuszony Cyrenejczyk miał dzielić; o szeregu gapiów, którzy już cuda zapomnieli. Opowiedz, Miasto Święte, o boleści Matki wiernej do końca, o odwadze Weroniki z ciżby występującej, o kobietach zbyt późno łkających, o przechodniach ostro szydzących.

Opowiedz mi prędko, albowiem zbudowałam w sobie miasto. Kręcę się w plątaninie uliczek. Na rynkach swarliwie targuję się o uznanie. Szemrzę na placach, wmieszana w anonimowe kłębowisko. W karczmie oddaję się zapomnieniu i pospiesznie sycę namiętności. Z gospody wieść gminną roznoszę. Pod dachem szynku rozlewam gorycz wzgardzonej bezsilności. O uliczne kamienie swą rozpacz roztrzaskuję, gdy błąkam się pod osłoną nocy. O grzeszne miasto, czemuś tak spustoszone, cóż (któż) cię tak druzgocze? Twe sadzawki wyschły, ogrody zanikły. Pieśni radosnej echo od dawna nie niesie, krzyk i płacz wybrzmiewają w zaułkach. O miasto wyniosłe, po rozlicznych najazdach zaryglowane, nie rozpoznajesz czasu łaski. O miasto porzucone, podnieś wzrok z ruin swoich, daj się wznieść na nowo.

Jerozolimo, znasz mnie przecież… Utarłam w tobie własne ścieżki. Na dziedzińcu świątynnym monety wymieniam, w Getsemani zapachem oliwek się upajam, na pałace z oddali spoglądam. Prawem bezdusznie się zasłaniam, któż więc i jakimi słowy przemówi do mnie? Jedynie krew Sprawiedliwego…

O szczęśliwa Jerozolimo, któraś gościła Zbawiciela! W twą przestrzeń wchodzę, miejsce, w którym się skryłam, rozpoznaję, obnażona z grzechów stoję. Tęsknota za obecnością nadała stopom bieg i układa się na ustach w Hosanna, które wraz z jazgotliwą rzeszą bezwiednie powtarzam. Nie rozumiem tego, co się wydarza. Nie wiem, do czego zdolna jestem. Siebie samej panicznie się obawiam. Nikomu już zbliżyć się nie pozwalam, a jednak z drżeniem wypatruję kogoś. Skąd przybywasz, Jezu? Gdzie znajduje się Twoje królestwo? Przychodzisz tak inaczej, jak baranek, łagodnie. Choć wiesz, że miasto we mnie zabija proroków, dystansu przedwcześnie nie kończysz, miłosierdzia nie skracasz. Przeniknięty lękiem głód bliskości we mnie odczytujesz. Ku nowej bramie przez swą ofiarę mnie wiedziesz, miejsce w Nowym Jeruzalem przygotowujesz. Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie «BOGIEM Z NIMI» (Ap 21,3) – ku takiemu przebywaniu z Tobą wyrywa się moje zabarykadowane serce.

Pokój tobie, miasto moje…

Anna Kaszubowska