Medytacja na Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego

Medytacja na Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego

Coś się zmieniło?

Ujrzał i uwierzył (J 20,8b).

Co się zmieniło w moim życiu po Zmartwychwstaniu? W pewnym sensie właściwie nic. Jestem takim samym człowiekiem. Nie stałem się ani lepszy, ani gorszy. Słabości nie rozpuściły się pod wpływem łaski, pokusy nie czmychnęły ze strachu przed Paschą, a stare przekonania chcą rządzić dalej po swojemu, jakby to one posiadały monopol na prawdę. Świat kroczy swoim rytmem, przyroda kieruje się stałymi rytuałami, a prawa fizyki z niezmienną konsekwencją strzegą swoich właściwości. Najbliższe otoczenie nie doświadczyło żadnej oszałamiającej przemiany. Mam wrażenie, że fakt powstania Jezusa z grobu niewiele wniósł do mojej rzeczywistości. Jakby się nic nie wydarzyło, a wszystko pozostawało wciąż takie samo. A jednak odczuwam w sobie inną jakość…

Rozpoczynam kolejny dzień. Przyglądam się mu i rzeczywiście – potwierdza się moje przypuszczenie – nic się nie zmieniło. Jest zwyczajnie, jak zawsze – nie na wszystko mam wpływ, tylko trochę zależy ode mnie. Jednak mnie to nie przygnębia ani nie frustruje. A nawet nie odczuwam przymusu nadzwyczajnych metamorfoz, życiowych rewolucji. Coś sprawia, że jest mi dobrze. Jakbym inaczej patrzył, widział jak nigdy wcześniej, dostrzegał to samo, ale w odmienny sposób. To może oznaczać, że tym, co się zmieniło, jest moje spojrzenie. Spostrzeganie mnie samego i tego wszystkiego, co mnie otacza. Czyżby to była wiara? Patrzenie na świat z nadzieją i świeżością, podobnie jak patrzy Bóg?

Skoro tak, to Zmartwychwstanie pokonuje śmierć w spojrzeniu. Zdejmuje filtry mroku zła zaciemniające obraz stworzenia. Odrzuca demonizujący lęk w oczach, by przywrócić pierwszeństwo zbawieniu. Uwalnia od błagalnego wzroku żebrzącego o odrobinę uwagi. Zmartwychwstanie niesie wolność, którą jest wierność Boga. Prawdę, która pociąga i fascynuje wciąż nieodkrytymi możliwościami własnej duszy. Naprawdę nic się nie zmieniło, tylko wszystko nabrało nowego znaczenia. Jakbym coraz bardziej wierzył w to, że Bóg stworzył świat dobrym. A obecne moje życie ma w sobie nieskończony potencjał – jeszcze nieodkryty, ale dający o sobie znak radościami, że warto żyć.

Ojcze, dziękuję Ci za Twojego Syna, który tego poranka obudził mnie do Życia.

br. Piotr Wardawy