Medytacja na piątek II tyg. Adwentu

Medytacja na piątek II tyg. Adwentu

„(…) Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie zawodzili. Przyszedł bowiem Jan: nie jadł, ani nie pił, a oni mówią: Zły duch go opętał. Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije, a oni mówią: Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników. A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny” (Mt 11,17-19).

Przypominam sobie pewną rozmowę w czasie tzw. wizyty duszpasterskiej, gdy byłem dwa lata po święceniach. Pewien bardzo gorliwy parafianin na koniec spotkania powiedział: To co, napijemy się po jednym? Nie?! Jak to? Ojciec jakiś nienormalny. W zeszłym roku, jak był ojciec X, to sobie popiliśmy. Pominę fakt, że były to czasy, gdy bardzo mi zależało na opinii ludzkiej i choć tamtym razem udało się uniknąć spełnienia oczekiwań parafianina, to jednak sytuacja ta pokazuje pewną rzeczywistość zagrożenia, jaka czyha na mnie, gdy chcę uchodzić za „fajnego”.

Stwierdzenie Jezusa „przygrywaliśmy (…), biadaliśmy” rozumiem jako pewnego rodzaju presję ze strony otoczenia, środowiska, w którym żyję. Widzę to, jak wiele jest wokół mnie oczekiwań co do tego, jaki powinienem być, jak powinienem postąpić, zachować się – moi bliźni niejednokrotnie skwapliwie podsuwają mi gotowe scenariusze i pomysły na moje życie. Kiedy skupiam się na tym, jak zaspokoić oczekiwania innych, moje serce zaczyna zalewać lęk. Bo przecież nie dam rady! Nie dam rady być kimś, kim nie jestem! Próbowałem, starałem się być takim, „jak należy”, ale potem w najmniej spodziewanym momencie wybuchałem złością tłumioną, aby… spełnić oczekiwania innych. Rozumiem, że są sytuacje, w których pewne zasady moralne, rozumiane jako powinności, mnie dotyczą, ale – na miłość Boską – nie jestem od zaspokajania cudzych oczekiwań.

Tak rozumiem słowa mądrego Jezusa – spełnienie wszelkich pragnień (z Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa). Jezus ostrzega mnie, bym nie wsłuchiwał się w melodie odgrywane przez rozstrojone roszczeniami quasi-kapele. Zachęca mnie do mądrości. Ona jest we mnie – ta melodia mądrości. Cicha i delikatna, pełna harmonii i jakże piękna. Tylko wsłuchując się w tę melodię, którą Pan Bóg wgrał w moje wnętrze, będę mógł naprawdę być sobą – tylko wtedy będę wiedział, czego chcę ja i czego chce ode mnie Bóg.

br. Mieczysław Lewocki OFMCap