Medytacja na piątek IV tyg. Wielkiego Postu

Medytacja na piątek IV tyg. Wielkiego Postu

Miłość w zbrodni

Niektórzy z mieszkańców Jerozolimy mówili: «Czyż to nie jest Ten, którego usiłują zabić? A oto jawnie przemawia i nic mu nie mówią. Czyżby zwierzchnicy naprawdę się przekonali, że On jest Mesjaszem? Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest». A Jezus, nauczając w świątyni, zawołał tymi słowami: «I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam z siebie; lecz prawdomówny jest Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał» (J 7,25-29).

Ile razy dziennie próbuję zabić tych, którzy myślą inaczej niż ja? Żyją inaczej, niż ja bym tego chciał? Nie spełniają moich oczekiwań? Mam tę świadomość, że moje serce jest często zdolne do zabójstwa, szczególnie gdy nie czuje się kochane. Jezus dzisiaj ukrywa się przed Żydami, „bo godzina Jego jeszcze nie nadeszła”. Ukrywa się też przede mną w drugim człowieku, abym doświadczył, że gdy zabijam w swoim osądzie, robię to w białych rękawiczkach, które noszą nazwę: „jestem lepszy”, „nie jest ze mną tak źle”. Nie różnię się niczym od tych, którzy widzieli Jezusa i w swoim sercu już Go zabili.

Święty Franciszek z Asyżu wołał, że „Miłość nie jest kochana”, dlatego też świadomie pisał: „Bądźmy mocno przekonani, że naszą własnością są nasze wady i grzechy”. Potrzebuję zobaczyć krew i wodę jak setnik na Golgocie, aby uwierzyć. Krew Jezusa jest również na moich dłoniach, gdy widzę swój grzech i przychodzi po czasie refleksja „Co ja zrobiłem?”. Jezus pozwala mi się zabić, abym doświadczył Jego miłości, która nie krzyczy, nie wypomina, nie poucza, ale patrzy na mnie z wysokości krzyża. Abym doświadczał bezinteresownej miłości Boga Ojca, która nie potrzebuje tego, aby na nią zasługiwać.

Gdyby nie słowa, życie i śmierć Jezusa Chrystusa, nigdy bym nie poznał Boga Ojca. Chrystus wskazuje na Tego, który Go posłał. On bez Ojca nic nie chce czynić. Ta bliskość która wypływa z miłości, jest dla Jezusa siłą do tego, aby iść dalej pomimo przeciwności. On ma świadomość godziny swojej śmierci i czeka na nią po ludzku ze strachem, ale jako Syn tęskni, aby na nowo wtulić się w ramona swojego Ojca. Gdy widzę w swoim życiu momenty opuszczenia i samotności, nie chcę już przyspieszać czasu, czekając końca tych chwil. Widzę, że nie jestem sam. Jego obecność pomaga przyjąć ten czas, który dopiero z Nim nabiera sensu.

Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, wsław Twoje imię! (J 12,27-28). Pomóż mi, Jezu, odkryć każdą sekundę mojego życia jako chwilę Twojej obecności ze mną. Amen.

br. Piotr Hejno OFMCap