Medytacja na poniedziałek II tygodnia Adwentu

Medytacja na poniedziałek II tygodnia Adwentu

Odgrodzeni – najbliżsi

 «Przedziwne rzeczy widzieliśmy dzisiaj» (Łk 5,26).

Dzisiejsza Ewangelia jest bardzo dynamiczna. Cała jest obrazem. Dziś bardziej oglądam Dobrą Nowinę niż jej słucham. Oglądam Jezusa nauczającego i uzdrawiającego. Oglądam sparaliżowanego, omdlałego na łożu i jego przyjaciół, którzy bardziej wierzą niż on sam, że Jezus może uzdrowić.

W dzisiejszej Ewangelii widzę człowieka bezsilnego, oddzielonego od Boga granicą. Owej granicy nie stworzył ani Bóg, ani sparaliżowany człowiek. To tłum, na który nie ma wpływu ani Jezus, ani chory.

Niewidzialny mur często odgradza mnie od działania i radości życia. Ten mur izoluje mnie od prawdziwego życia w swobodzie ruchów w wymiarze fizycznym i emocjonalnym. Przyglądam się temu murowi, przerażam się nim. Dziś Jezus pokazuje mi rozwiązanie. Każdy mur, nawet najwyższy, ma swoją dziurę, przez którą można przejść.

Przyglądam się tym, którzy niosą sparaliżowanego. Niosą go na łożu – na tym, co jest jego życiem. Mur nie do przejścia. Widzę jednak, że mur nie jest dla nich problemem. Oni wiedzą, czego potrzebuje ich przyjaciel. Szukają tego, co może pomóc, a nie tego, co ich ogranicza i paraliżuje.

Często zwracam uwagę w sobie i wokół siebie na to, co paraliżuje i odbiera siłę. Na tym się skupiam i padam osłabiony na łoże. Dziś podziwiam przyjaciół bezsilnego, którzy znaleźli rozwiązanie, ponieważ podążali za swoim pragnieniem.

Człowiek to jedność ducha i ciała. Duchowy paraliż objawia się także w ciele. Jezus uzdrawia nie tylko ciało, ale i ducha. Bliskość Boga staje się źródłem zdrowia. Czy Jezus mógł uzdrowić na odległość? Bóg może wszystko. Człowiek potrzebował bliskości Boga. Jezus wyraża swoją miłość do człowieka nie tylko w uzdrowieniu fizycznym, ale przede wszystkim w miłosierdziu, które jest niezwykłym wyrazem czułości Boga. Miłosierdzie jest esencją Serca Boga.

Dzisiejsze Słowo jest dla mnie bardzo prawdziwe. Sparaliżowany to często ja. Tłum to często ja. Przyjaciel sparaliżowanego to często ja. Widzę to. Dzięki obecności Boga odnajduję siebie prawdziwego. Moje własne „ja” zaczyna się wyodrębniać dzięki miłosierdziu, które nie tylko odpuszcza i przebacza mi grzechy, ale przede wszystkim daje mi siłę do odkrywania w sobie dobra – tego, co mogę rozwijać, aby stawać się człowiekiem w pełni wolnym i prawdziwym.

Boże, daj mi łaskę i siłę do rozpoznawania i pokonywania moich murów, które paraliżują mnie w moim życiu…

Marcin Radomski OFMCap