Medytacja na poniedziałek II tygodnia Wielkiego Postu

Medytacja na poniedziałek II tygodnia Wielkiego Postu

Miarą dziewczynki

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Bądźcie miłosierni, jak miłosierny jest wasz Ojciec. Nie osądzajcie, a nie będziecie osądzeni. Nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni. Przebaczajcie, a będzie wam przebaczone. Dawajcie, a będzie wam dane. Miarą dobrą, ubitą, utrzęsioną, przepełnioną wsypią wam do kieszeni. Jaką bowiem miarą mierzycie, taką i wam odmierzą» (Łk 6,36-38).

Oczami wyobraźni widzę dziewczynkę. Jest przerażona. Tego lęku tkwi w niej tyle, że nie może go w sobie pomieścić. Jest z nim sama. Bardzo chciałaby, żeby ktoś przy niej był. Potrzebuje czyjejś Obecności. Marzy o tym, by było bezpiecznie, spokojnie, ufnie. By można było usiąść na kolanach i poopowiadać o swoich dziewczęcych problemach. Tak bardzo tęskni za tym, by ktoś wysłuchał i zrozumiał. Potrzebuje wsparcia i afirmacji, przytulenia i pogłaskania. Pragnie czułości. Jednak tego nie ma, a ona musi sobie jakoś radzić.

Żeby przetrwać, wymyśla „swój” świat. Wyrabia w sobie przekonanie o tym, że musi swoje życie ogarnąć „jednoosobowo”. Umniejsza znaczenie istnienia innych osób. Odbiera wartość spotkaniom z nimi. Ich obecność staje się dla niej raczej ciężarem niż potrzebą. Jako coraz bardziej samowystarczalna czuje się bezpieczniej. Powtarza w duchu, iż ta samotność „z wyboru” tak bardzo nie boli.

W końcu dorasta. Na jej drodze zaczynają pojawiać się kawalerowie. Zacni i piękni, młodzi i silni. Niestety ona w każdym widzi tylko wady. Jakby w jej oczach działał mechanizm, który bezbłędnie wyłapuje niedoskonałości i powiększa je do rozmiarów „stosownych” – uprawniających do odrzucenia i przekreślenia określonej kandydatury. Tylko nocami poduszka wchłania strumienie łez, które wylewają się tymi samymi oczami. A one mówią o bezbrzeżnym smutku i samotności wypełniających jej serce.

Zaczyna do niej docierać, że nie jest dobrze. Wypracowana w dzieciństwie samowystarczalność się nie sprawdza, nie zaspokaja potrzeb serca. Pozornie, na zewnątrz dziewczyna świetnie sobie radzi. Nawet samą siebie „przekonała”, że drugi człowiek nie jest jej potrzebny. Będzie jej tylko „przeszkadzał” swoimi „defektami”. Niby sama uznaje własne wady i słabości, przekonana, że każdy człowiek je ma. Ba, nawet już doświadczyła, że właśnie w tych ograniczeniach spotkanie z drugim człowiekiem może dać jej bliskość. Wręcz tęskni za tym. Mimo to i tak pierwszy jest osąd (wyniosłość) i potępienie (odrzucenie) pielęgnowane z lęku przez całe życie.

Teraz jest „umierająca”. Nie ma siły dłużej TAK żyć. Ty, Jezu, mówisz, że dziewczynka nie umarła, tylko śpi (zob. Łk 8,49-56). Chcę Ci uwierzyć, że Twoja Obecność przy niej może ją ożywić, sprawić, że „duch jej powróci” (zob. Łk 8,55). Odżyje w niej tęsknota za Obecnością, za Drugim – Bogiem i Człowiekiem, za Życiem.

Boże! Miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i przepełnioną wsypałeś do mojej kieszeni. Pomóż mi odnaleźć Twoją miłosierną Obecność w codzienności mego życia. Amen.

Małgorzata Werpachowska