Medytacja na poniedziałek III tygodnia Adwentu

Medytacja na poniedziałek III tygodnia Adwentu

W moim wnętrzu

Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie (Mt 1,24).

Teraz, w czasie Adwentu, jest we mnie dużo radości, gdy myślę o moim mieszkaniu w klasztorze, gdzie jest obecna Maryja. Poprzez obrazy, Godzinki, które śpiewamy ku Jej czci, Mszę świętą Roratnią odprawianą na Jej cześć.
Ona, taka dobra, czysta, rozumiejąca i opiekuńcza jest ze mną w moim domu.
Ona, tak napełniona Bożą obecnością, z Bożym Dziecięciem pod sercem u mnie w pokoju czy za ścianą.

Dlatego te słowa o Józefie, który się boi, waha się czy jest pogubiony, dziwią mnie zawsze i mam pragnienie je zlekceważyć, tłumacząc, (chowając się za twierdzeniem), że ja jestem już dalej od Józefa, a On nie znał wtedy końca tej historii i tej świętej obecności.

Zastanowił mnie jednak ten sen i nurtował jakiś czas. Skoro we śnie ujawnić się ma to, co zepchnięte do podświadomości, to co ukryte i niechciane, to może i w moim przypadku też tak jest?! Pozwoliłem więc, aby te nurtujące myśli we mnie zostały, nie potraktowałem ich lekceważąco jako niepotrzebny relikt przeszłości, lecz spytałem, co chciałyby mi powiedzieć.

I doznałem swego rodzaju „oświecenia”. Przyszła wręcz iluminacja, tak jakby zapaliła się we mnie kolejna adwentowa świeca. Rzeczy stały się jasne i poszerzyły się moje horyzonty, zobaczyłem dalej i głębiej.

Bo Bóg chce być wzięty do mojego wnętrza. Chce, abym Go przyjął. Nie zewnętrznie niejako, by się mną opiekował ale pragnie, abym go wziął „do siebie”, czyli pozwolił , by Jego część, Jego Duch, moc we mnie były i aby to była moja uwewnętrzniona siła.

Zobaczyłem w trzeźwości umysłu, że chciałem przyjąć Boga i Jego Matkę tylko zewnętrznie. Niczym małe dziecko, które potrzebuje jeszcze ciągłej opieki i uważności, które czuje się zagubione, niepewne niczym Józef mierzący się jednocześnie z rzeczywistością tego, co widzi i tego, co jest ukryte. To wszystko sprawiło, że tak bardzo poczułem moją małość, nieporadność, że zapragnąłem „zbawiciela” od objawów, czyli tego, co na zewnątrz. On miałby mnie uratować od konsekwencji własnych wyborów lub wyborów innych. Miałby mi powiedzieć, co powinienem robić lub gdzie pójść, lub jak żyć, niczym dyrektywny rodzic pochłaniający swoje dziecko.

Na nowo zabrzmiał apel anioła już teraz nie w uszach, a w sercu. „Nie bój się”. Poczuj, co czujesz, ale niech cię to nie zaleje, nie pochłonie, to ty masz uczucia, nie one mają ciebie. Znajdź w sobie tę drugą, silną część z Ducha i skorzystaj z niej, a przestaniesz być małym dzieckiem. Staniesz się mężem. Już nie bądź tak bardzo zależny od świata ale od Ducha Bożego w Tobie. Nadaj za prorokiem imię temu wydarzeniu; „Emmanuel” to znaczy „Bóg z nami”.

Zabierz więc Boga do siebie!

Modlitwa:

O Stworzycielu, Duchu, przyjdź,
Nawiedź dusz wiernych Tobie krąg.
Niebieską łaskę zesłać racz
Sercom, co dziełem są Twych rąk.

Pocieszycielem jesteś zwan
I najwyższego Boga dar.
Tyś namaszczeniem naszych dusz,
Zdrój żywy, miłość, ognia żar.

Ty darzysz łaską siedemkroć,
Bo moc z prawicy Ojca masz,
Przez Boga obiecany nam,
Mową wzbogacasz język nasz.

Światłem rozjaśnij naszą myśl,
W serca nam miłość świętą wlej
I wątłą słabość naszych ciał
Pokrzep stałością mocy Twej

br. Adam Michalski