Medytacja na poniedziałek III tygodnia Wielkiego Postu

Medytacja na poniedziałek III tygodnia Wielkiego Postu

 

Błogosławiona obojętność

Zaprawdę powiadam wam żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. […] Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem.Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się (Łk 4,24.28-30).

Pomimo wykrzykiwanych przez tłum obelg i szarpaniny, moją uwagę przykuwają spokój i opanowanie Jezusa. Jego twarz jest skupiona, wzrok przenikliwy. Głos ma stanowczy, jednocześnie łagodny. Zamilkł i pewnym krokiem, bez pośpiechu przechodzi pomiędzy ludźmi, oddala się. Sam nie odrzuca, a zostaje odrzucony. Przyjmuje to z godnością i anielskim spokojem. Pociąga mnie Jego pewność siebie. Chcę iść za Nim. Chcę być Jego przyjacielem, uczyć się od Niego postawy miłości.

Ze wzruszeniem patrzę wstecz na moje życie. Mogę je podzielić na czas nieświadomego życia obok Boga i czas, odkąd dokonałam wyboru, że chcę Go poznać. Już te słowa świadczą o uświadomieniu sobie nieustającej obecności Boga w moim życiu. Patrzenie, słuchanie i wdrażanie w życie nauki Jezusa odmieniły mój świat. Obserwowanie, z jakimi trudnościami Jezus zmagał się sam, odrzucony przez wielu, nie czyniąc im nic złego. Przypominają mi się sytuacje z mojego życia, kiedy byłam odrzucona, niezrozumiana, pozostawiona samej sobie. Odchodziłam urażona w poczuciu krzywdy i winy jednocześnie, przepełniona żalem i frustracją. Nie mogłam wybaczyć sobie i innym, co było krzywdzące dla obydwu stron.

Gdy patrzę na tę scenę i wielokrotnie ją rozważam, powoli, krok po kroku trafia do mnie Boża logika. Jezus wiedział, że najbliżsi odrzucą Go, a jednak nie wycofał się. Nie dał się zastraszyć ani nie uległ pochwałom. W tym znaczeniu był obojętny na komentarze ze świata. Dokonał wyboru w wolności i ufności Ojcu. Wiedział, że zemsta czy udowadnianie swojej racji nie popłaca. Czasem trzeba odejść. Dokonać odważnego wyboru wejścia w pustkę samotności. Podjąć ryzyko bycia samemu.

Każdy mój wybór dokonany w wolności, zgodnie z moimi wartościami, daje mi wewnętrzny spokój i niweluje poczucie straty. Kiedy mam problem z wyborem, zawsze wybieram to, co zbliża mnie do Boga. Nigdy się nie zawiodłam. Zawsze otrzymuję profity w różnej formie: pocieszenia duchowego, satysfakcji z uczynionego dobra i – najważniejszy – uwolnienia od urazy, czyli łaskę wybaczenia. Co razem powoduje, że wyciszają się moje lęki związane z tym, jak inni oceniają mnie lub moją pracę. Zaczynam być dla siebie wystarczająca i mam wtedy większą tolerancję na ograniczenia innych. Mam wtedy więcej odwagi i energii do działania i podejmowania wyzwań, jakie przynosi mi życie.

Ojcze, dziękuję za Twoją nieustającą obecność; proszę, pomóż mi wytrwać w ćwiczeniu błogosławionej obojętności.

Aldona Michalska