Medytacja na poniedziałek V tyg. Wielkiego Postu

Medytacja na poniedziałek V tyg. Wielkiego Postu

Ja – grzesznik wierzę czy nie wierzę?

Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz!» (J 8,6b-11).

Czy nie wątpiła ta kobieta dopiero co pochwycona na cudzołóstwie? Może jednego była pewna, że teraz ją ukamienują, a mężczyzna, z którym była, odejdzie bezkarnie. Co czuła? Wstyd, złość, smutek, rozczarowanie, żal. Może wszystko jednocześnie, a może – pogrążona w życiowym bólu – już nic nie czuła i oczekiwała jedynie na śmierć.

Czyż dziś nie odczuwam podobnie: zdrady tych, którym ufam; porzucenia tych, których kocham; osądu tych, których zadaniem było mnie nauczyć; potępienia tych, którzy mieli mnie chronić? Czasem i ja czuję się „wywleczona” na środek. Stoję na nim ze wstydem, żalem, bólem, smutkiem, niezrozumieniem. Naga jako grzesznik! Ze wzrokiem wbitym w ziemię, zalana łzami, których nikt nie widzi, złamana strachem. A inni stoją, patrzą, oskarżają i chcą uderzyć.

Nie słyszę już nic, obojętna na ból i obelgi. I nagle słyszę… ciszę… I nie widzę nikogo… Zaraz, jest Ktoś – Jezus?! Był tu ze mną od początku. On zaprowadził ład i spokój. Przemawiał łagodnie: „Gdzież oni są? Nikt Cię nie potępił?” (por. J 8,10). Może mam szansę na życie? Na nowe życie!

Teraz już wiem, że wybór należy do mnie: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz!” (por. J 8,11). Kołacze mi się w głowie i to zdanie, i całe moje dotychczasowe życie. Innego nie znam, ale przecież nowe przede mną. Nie chcę już dłużej żyć w lęku, chcę wyjść z izolacji i uczyć się stabilności. Budować „nowe” ze świadomością mojej historii jako grzesznika. Wiem już, że nawet gdy nie widzę, On jest i pomaga mi trwać.

A może częściej stoję po drugiej stronie balustrady? Czy to nie ja każę innym płacić za ich błędy, nie wywlekam ich na środek? Nie podsycam cierpienia, bólu i wstydu? Może już czas odrzucić kamień, który trzymam w dłoni, nie grzeszyć już więcej – mnie Jezus także nie potępia. „Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mt 9,13b) – dla każdego jest miejsce przy Jezusie w tym Wielkim Poście. Jako świadomy grzesznik wiem, że we mnie mieści się i ofiara, i oprawca…

Jezu, wspomnij na mnie i prowadź do swego królestwa.

s. Ewa Narolska