Medytacja na Poniedziałek Wielkiego Tygodnia

Medytacja na Poniedziałek Wielkiego Tygodnia

Decyzja

Maria zaś wzięła funt pachnącego i drogiego olejku nardowego, namaściła nim stopy Jezusa, po czym wytarła je własnymi włosami, a woń olejku napełniła cały dom. Wtedy odezwał się Judasz Iskariota, jeden z Jego uczniów, ten, który miał Go wydać: «Dlaczego nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów, a pieniędzy nie rozdano ubogim?» (J 12,3-5).

W kontekście tych słów zastanawiam się, do której postawy wobec Chrystusa jest mi bliżej. Czy chcę się wzbogacić, jak Judasz, którego motywy nie były przecież czyste? Czy potrafię, jak Maria, poświęcić dla Niego coś niezmiernie cennego? W prawdziwej ufności, szacunku, miłości i trosce podarować Mu jakiś skarb? Uspokoić poszukujące i cierpiące serce i zasiąść pokornie u Jego stóp?

„Czy pokora i poddanie się sytuacji w ogóle jest dla mnie?” – rozważałam kilka lat. Do czego zaprowadzi mnie trwanie w zimnym domu bez miłości? Świat nowych czasów podpowiadał zewsząd, że można i warto zacząć wszystko od nowa. Historie wielu zakończonych małżeństw potwierdzały, że kolejne związki mogą okazać się szczęśliwsze. Tego chciałam słuchać. Świętość sakramentu była nieogarniętą tajemnicą, wyjście z małżeństwa – formą nowoczesnej, dobrej narracji, zadbania o siebie, dania sobie drugiej szansy. Wierzyłam, że warto otworzyć się na to nowe.

I tylko ta miłość – namacalna, potężna, prawdziwa, ludzka i krucha. Miłość ojca moich dzieci do naszych córek. Wzajemna, najszczersza, inna, święta. Gdzie miałam szukać sił, by podźwignąć ich rozdzielenie? Przecież wszystko miało się zmienić. Dlaczego zostaję poddana przedziwnej próbie, by na nowo określić nasz wspólny, kiedyś połączony los? Czemu, choć wolność przyzywa i pociąga – tak piękna i należna mnie, współczesnej kobiecie – tak wielkie rozdarcie we mnie?

Bóg dał mi czas przyjrzenia się sobie, czas rozkwitu możliwości, wreszcie czas wyciszenia. Izolacji od zdarzeń, aktywności, odcięcia znajomości. Taki czas zamknięcia w jaskini. Nie potępił, tylko czekał, mówił do mnie: „Nie rozdzielaj tego, co złączyłem”. Pozwolił dojrzeć do podarowania najcenniejszego – mojej ufnej nadziei.

Uczę się tego zawierzenia, bez wątpliwości, że Słowo mnie zmyli, że – pozostawione przed wiekami – nie przystaje do moich czasów. Potrzebuję przewodnictwa mojej błądzącej duszy, bym nie szła drogą ku cierpieniu swojemu i moich bliskich. Potrzebuję być blisko, Jezu, zwłaszcza gdy jestem osamotniona w chłodzie i niezrozumieniu małżeńskim. Ty wiesz, że to wciąż mój dom i moje święte stado, dlatego pozwalasz usiąść u Twoich stóp, ufnie oddając Ci moje małe ludzkie życie.

Otwieraj, Jezu, moje serce i wyzwól mnie z grzechu, bym umiała być mądrą matką i żoną w tej rodzinie. Daj siłę i Twoje spojrzenie i rozmrażaj serca, które wokół mnie. Tak jak niedawno rozmroziłeś moje.

Ewa Maria Cimachowska