Medytacja na sobotę I tygodnia Wielkiego Postu

Medytacja na sobotę I tygodnia Wielkiego Postu

Wdech – wydech

«Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski» (Mt 5,48).

Panie, trudne są Twoje słowa. Czy na pewno kierujesz je też do mnie? Czy naprawdę myślisz, że mogę być «doskonała»? Tak bardzo nie lubię tego słowa i właściwie nigdy go nie używam. Doskonałość kojarzy mi się z obszerną listą wymagań, które muszę spełnić. Ja natomiast już od paru lat pragnę być wolna od spełniania czyichś oczekiwań. Widzę, że może warto zmienić swe myślenie, przynajmniej w Bożym kontekście.

Trochę też boję się tej doskonałości. Inni potrafią być doskonali, ale nie ja. Ciągle mam bogatą kartotekę wad. Z pewnością moją mocną stroną nie jest miłowanie nieprzyjaciół. Przecież całe życie trzymam się kurczowo swoich zranień. Rozpamiętuję je bez końca. Wiele cech ludzi mnie drażni. Wówczas zaczynam unikać konkretnych osób albo w ogóle się nie zbliżam. Pamiętam szczegóły sprzed lat – słowa czy wyraz twarzy mamy, taty, brata, męża, przyjaciela… Czasem czuję, jakby moje serce oplatał potężny gąszcz żalu i złości, przez który nie czuję jego bicia i nie mogę oddychać.

Wtedy przychodzi Jezus. Bardzo powoli, mozolnie, krok po kroku puszczam to, co mnie krępuje. Nie muszę robić dużo. Wystarczy, że oddycham Jego Miłością. Potem On daje mi moc, dzięki której potrafię zapytać mojego ojca, czy napije się herbaty, ponieważ tylko na to mnie stać. Umiem też schować dumę do kieszeni i przeprosić, choć nadal przychodzi mi to z trudem i nie zawsze. Pamiętam, że ­– poza tymi nieprzyjaciółmi na zewnątrz – mam takowych też w sobie. Są nimi wszystkie moje złe skłonności. Czasem potrafią wyrządzić mi większą krzywdę niż ludzie. Zaczynam to akceptować i wierzę, że mój Bóg Ojciec jest wyrozumiały. Jednak nie chcę się na tym zatrzymywać. Wiem, że gdy wreszcie wejdę na tę górę, zobaczę widok doskonały. Zatem oddycham.

Panie, daj mi serce tętniące miłością, wolne od rozpamiętywania i złości. Tylko do Ciebie pragnę przychodzić po opatrywanie moich ran.

Magdalena Pająk