Medytacja na sobotę II tygodnia Wielkiego Postu

Medytacja na sobotę II tygodnia Wielkiego Postu

Córka

Lecz on mu odpowiedział: «Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się» (Łk 15,31-32).

Biegnę. Umykają mi rzeczy ważne. Na dostrzeżenie drobiazgów nie mam nawet najmniejszych szans. Mam tego świadomość, a jednak dalej brnę w wytyczonym kierunku. Mimo że ciche głosy wewnątrz mnie podpowiadają, by spróbować inaczej. Czy tam właśnie chcę dotrzeć? Nie. Jednak sądzę, że tak będzie najlepiej. Tylko dla kogo? Dla mnie? Dla moich bliskich? O kogo dbam, starając się wybrać właściwą drogę? Tę jedyną słuszną…

Nagle zapala się niechciane czerwone światło i zmusza mnie, by się zatrzymać. Rozglądam się wtedy niechętnie. Dostrzegam własne błędy, niemoc i osobiste ograniczenia. Jako córka marnotrawna wracam do Ojca niemal każdego dnia. Powrót nie należy do łatwych. Łatwiej jest z niego zrezygnować. Czasem z obawy przed zazdrością «moich braci», innym razem bojąc się o to, że moja skrucha nie zostanie przyjęta. Coś wewnątrz każe mi się nie wychylać. Czarne wizje przychodzą do głowy z zaskakującą lekkością. W biegu codzienności zapominam, że ktoś mnie kocha.

Nadchodzi zmierzch, rozluźniam napięte ramiona, pochylam głowę, słyszę ciszę. Przenika mnie obecność Boga i wracam. Wtedy w Jego obecności przyznaję, że zaniedbałam siebie, zapomniałam o sobie, zagłuszając wołanie mojego ciała i mojej duszy. Bóg jest stale obecny, jest blisko i zawsze czeka, by mnie przyjąć. Jednak spotkać się prawdziwie możemy dopiero wówczas, gdy zdobędę się na ten gest.

Boże, Twoja obecność w moim życiu jest najlepszym pokarmem. Proszę, spraw, bym budziła się z tą świadomością każdego dnia.

 Kaja Bydelska