Medytacja na sobotę III tygodnia Adwentu

Medytacja na sobotę III tygodnia Adwentu

Tajemnica niecierpliwości

 A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: «Kimże będzie to dziecię?» Bo istotnie ręka Pańska była z nim (Łk 1,66).

 Zainteresowanie, zdziwienie i strach rodzą się w sercach wszystkich sąsiadów odwiedzających małego Jana. Z jednej strony wypełnia ich radość z Bożego błogosławieństwa, jakim jest narodzenie dziecka, tak upragnionego przez Zachariasza i Elżbietę. Z drugiej strony nie mogą zrozumieć tego, co dzieje się wokół już zawansowanych wiekiem małżonków. Ta rzeczywistość ich zadziwia – wiele słyszą, oglądają na własne oczy zaskakujące zwroty sytuacji. Wyczuwają niezwykłość tych zdarzeń, mierząc się z ukrytą w nich tajemnicą. Pozostaje im tylko wsłuchać się w głos wnętrza, w którym serce pyta: «Kim będzie to dziecko? Jakie będzie jego życie? Do czego jest powołane? Co jest w nim takiego wyjątkowego?».

Włączam się i ja w rozważanie tajemnicy małego dziecka. Nie chcę się zatrzymywać nad historią Jana Chrzciciela opisaną w ewangeliach, ale pragnę skupić się na tym, co wyczuwalne, choć nie do końca nazwane. Gdy przyglądam się własnemu życiu, dostrzegam w nim dwa wymiary. Pierwszy – chronologiczny: historia zapisana w czasie, splot zdarzeń wypełniających osobistą kronikę przeróżnych wspomnień. Drugi wymiar – diametralnie inny. Nie jest jak historia, ale raczej jak trwająca chwila. Zawsze świeża, budząca nowe doznania, domagająca się uwagi i zaangażowania. Czasem łagodna i dająca poczucie pewności, innym razem przeniknięta zagubieniem i zatrważającą paniką. Dopiero takie spojrzenie na siebie, tak nieodległa perspektywa zbliża mnie do tajemnicy malutkiego Jana. Nowo narodzone dziecko nie zdaje sobie sprawy z przemijalności czasu, nie potrafi wybiegać w przyszłość. Ono zdoła być tylko tu i teraz. Nie umie czekać, nie odkłada zaspokojenia pragnień na „za moment”. Jego całe życie biegnie jako „natychmiast”. Bez zwłoki chce być kochane, zaopiekowane i utulone. Bóg doskonale na to odpowiada. Bóg nie czeka z miłością, On JEST miłością.

«Kimże będzie to dziecię?» Bo istotnie ręka Pańska była z nim. Wszyscy zastanawiają się nad przyszłością Jana, a Bóg już wypełnia jego teraźniejszość. Stale obecny. Od poczęcia, aż do śmierci. Odpowiedź wybrzmiewa w teraźniejszości. Nie w historii życia, nie w przyszłości, ale tu i teraz. Wszystko, co spotyka Jana, bierze swoje źródło z Bożej obecności. Całe jego życie – pustynia, surowość, nawoływanie do nawrócenia – rodzi się z odczuwalnej tajemnicy Boga w pewnej chwili spotkanego w drugim człowieku – Jezusie, który jest Bogiem.

Boże, przywróć mi niecierpliwość dziecka, abym już nie czekał, ale stał się obecny.

br. Piotr Wardawy