Medytacja na środę IV tyg. Adwentu

Medytacja na środę IV tyg. Adwentu

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę (Łk 1,39-41).

Przybycie Maryi do domu Zachariasza i Elżbiety wnosi w ich życie ogromną radość. Radość tę odczuła nie tylko Elżbieta, ale i jej nienarodzone jeszcze dziecko: „Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie” (Łk 1,44). W spotkaniu Maryi i Elżbiety dostrzegam dużo piękna i delikatności. Ich relacja jest bardzo głęboka, a jej źródłem – tym, co je tak bardzo połączyło – jest sam Bóg i miłość do Niego. Maryja uwierzyła słowom, które wypowiedział do Niej anioł Gabriel. Uwierzyła Bogu. Patrząc na Maryję i Jej wiarę, widzę, że naprawdę warto zaufać Bogu i Jego Słowu. Od Niej mogę uczyć się tego każdego dnia. Życie i postawa Maryi pokazują mi, że pomimo różnych trudności warto zaufać Słowu Boga i zawierzyć Mu swoje życie i wszystkie problemy, zwłaszcza te, których po ludzku nie rozumiem.

Pochylając się nad powyższym fragmentem ewangelicznym, zaczęłam zastanawiać się nad moimi relacjami z innymi ludźmi. Czy tym, co mnie łączy z drugim człowiekiem, jest Jezus, miłość, chęć pomocy i dobro bliźniego? Idąc dalej w moich rozważaniach i patrząc na Maryję i Elżbietę, zaczęłam się zastanawiać nad swoją osobą jako tą, która wychodzi do drugiego człowieka, ofiarując mu siebie i swój czas, i tą, która przyjmuje pomoc innych. Zobaczyłam, że jest mi bardzo trudno, kiedy ktoś przychodzi do mnie i proponuje mi wsparcie. Często nie potrafię przyjmować z radością i szczerą wdzięcznością pomocy, ponieważ wiąże się to z okazaniem tego, że jestem słaba i sobie nie radzę. A ja tak bardzo się tego boję, nie chcę być słaba, ale silna. Boję się pokazać, że czasem bywam bezradna i nie radzę sobie ze swoimi emocjami i trudnościami. Brakuje mi spojrzenia, że to Pan Bóg stawia na mojej drodze, na dany czas, konkretnego człowieka, aby mi pomóc. Dając mi tę osobę, daje mi SIEBIE, gdyż mój bliźni jest dla mnie DAREM. Potrzebujemy siebie nawzajem w kroczeniu za Panem, aby się wspierać i dawać świadectwo wiary sobie oraz innym. Łatwiej jest mi wczuć się w rolę Maryi, która służy. Być tą, która wychodzi z pomocą. Łatwiej jest mi zapomnieć o sobie. Jednak czy do końca jestem w tym uczciwa? Myślę, że jeszcze często kryje się pod tym pragnienie bycia potrzebną, zauważoną, zaakceptowaną oraz niskie poczucie własnej wartości. Czy zasługuję na czyjąś pomoc? Pomagając innym, udowadniam sobie, że potrafię, że umiem, że można na mnie polegać. W ten sposób wzrasta poczucie mojej wartości. Ile w tym bezinteresownego daru z siebie?

Ewangelia uczy mnie, na czym polega budowanie czystych, zdrowych relacji z drugim człowiekiem – zapomnienie o sobie, umiejętność wyjścia z pomocą i przyjęcia jej. Maryja uczy, że w każdą relację mam wnosić Jezusa, stawiać Go w centrum mojego życia.

Maryjo, naucz mnie, abym służyła Bogu i bliźnim z oddaniem, czystym i wolnym sercem. Amen.

s. M. Emilia Skrzypczak