Medytacja na środę IV tyg. Wielkiego Postu

Medytacja na środę IV tyg. Wielkiego Postu

Cisza

 «Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego i ci, którzy usłyszą, żyć będą» (J 5,25).

Żyć. Moje największe pragnienie. Żyć pełnią życia, dziękować za każdą chwilę, cieszyć się z radości, w porażkach widzieć nową drogę do rozwoju. Dlaczego mi to nie wychodzi? Przecież mój organizm funkcjonuje: wstaję rano, wykonuję swoje obowiązki, idę do pracy, jem, piję, śpiewam, gram, ćwiczę, spotykam się z przyjaciółmi, śmieję się, płaczę, zakochuję się, buduję relacje z innymi, ale mimo wszystko czuję, że umieram, że gdzieś w środku są we mnie obszary, gdzie jestem martwa. To mój grzech. To on mnie zabija. Powoli, krok po kroku czuję, że jest we mnie coraz mniej życia.

W mojej codzienności jest bardzo wiele dźwięków: dźwięków muzyki, rozmów z ludźmi, słuchania porad mądrych i uczonych ludzi, co powinnam zrobić, żeby dobrze żyć. Wszędzie dźwięki, szmery, głosy, a jednak nie słyszę tego najważniejszego. Nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego (J 5,25). Głos Jezusa. On mówi do mnie cały czas, w tej konkretnej godzinie, dzisiaj, tu i teraz. Chce mi powiedzieć, że bardzo mnie kocha, że Mu na mnie zależy i że jestem dla Niego tak ważna, że wszystko o mnie wie i wcale nie boi się moich słabości i grzechów. Mówi, że to On jest silny i żebym się nie bała Mu zaufać, bo chce mi dać piękne życie. Cudowna perspektywa, tylko dlaczego w moim życiu tak nie jest i nie słyszę Jego głosu? Bo go zagłuszam. Zagłuszam alkoholem, używkami, pornografią, chciwością, pogonią za sukcesem, troską o byt, rozrywkami, ciągłą potrzebą bycia najlepszą we wszystkim, żeby w końcu ktoś mnie docenił i pokochał. Stop!!!

Jezus mówi we mnie. W moim sercu. On mówi, ale będę Go mogła usłyszeć dopiero wtedy, kiedy wokół mnie i we mnie będzie cisza. Bóg mówi cicho, do ucha, intymnie. Umarli usłyszą głos Syna Bożego i ci, którzy usłyszą, żyć będą (J 5,25) – Jego głos ma siłę wskrzesić mnie do życia, wskrzesić wszystko, co jest we mnie martwe. Pierwszym krokiem jest uznanie, że jestem martwa. Jestem grzesznikiem i potrzebuję Jezusa, aby mnie wskrzesił.

Panie Jezu, dziękuję Ci, że mówisz do mnie, że chcesz, żebym żyła. Proszę Cię, zabierz z mojego życia wszystko, co zagłusza Twój głos, abym mogła Cię usłyszeć i zmartwychwstać.

 Małgorzata Hutek, Rycerka Niepokalanej