Medytacja na środę IV tygodnia Wielkiego Postu

Medytacja na środę IV tygodnia Wielkiego Postu

Odzyskałam Ojca, odzyskałam siebie

Ponieważ Jezus uzdrawiał w szabat, Żydzi zaczęli Go prześladować. On jednak im odpowiedział: «Mój Ojciec działa stale, dlatego i Ja działam». Żydzi więc tym bardziej usiłowali zabić Jezusa. Nie tylko bowiem łamał szabat, lecz samego Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się w ten sposób równym Bogu (J 5,16-18).

Gdy patrzę na Jezusa, urzeka mnie On swoim mocnym, stanowczym przekonaniem o sobie samym, o swojej tożsamości. Jezus ma Ojca, zna Ojca doskonale, kocha Go i jest kochany przez Niego. Jezus z całą pewnością wie, Kim jest. Wskazuje tutaj na swoją głęboką relację z Ojcem. Jezus mówi, skąd czerpie. Dzięki Jezusowi i ja mam Ojca. Czuję wielką radość z powodu odzyskania własnej tożsamości. Jednak kiedyś było inaczej.

Cofam się, sięgam myślą w przeszłość. Mój tata zmarł, gdy miałam sześć lat. Osobą, która mnie najbardziej poraniła, był inny mężczyzna. W mojej pamięci fruwają strzępy wspomnień związanych z tatą, także bolesnych. To, czego doświadczyłam, spowodowało, że czułam wielki lęk i złość do mężczyzn. Pojęcie ojca wyparłam głęboko, by nie czuć jego braku. Nie było go fizycznie, więc nie istniał też w mojej świadomości. W moim sercu biło jednak pragnienie Boga, ale byłam w stanie modlić się tylko do Maryi. To Ona w najtrudniejszym okresie mojego życia przyprowadziła mnie do swojego Syna. Jezus obdarzył mnie łaską żywej wiary. Zaczęłam budować osobistą relację z Nim. Jezus pozwolił mi przyjąć samego siebie. Oswoił mnie poprzez swoją miłość, której doświadczałam w kontakcie z życzliwymi ludźmi, sakramenty święte, Słowo Boże, rekolekcje, trud terapii. Zaczęłam odzyskiwać siebie samą. Jezus nauczył mnie kochać. Poukładał i nadal układa mnie od wewnątrz swoją cierpliwą, miłosierną miłością. Wzruszam się, gdy widzę, jak o mnie zabiegał. Gdy nie byłam zdolna uznać Boga jako Ojca, przysłał do mnie Maryję.

Dziś w moim sercu jest obecny miłujący mnie Ojciec. Jestem dzieckiem z pełnej rodziny.  Jezus zaprasza mnie do ciągłego rozwoju, do coraz głębszego odkrywania siebie. Gdy mam Ojca, mam siebie. Im bliżej Jego, tym bliżej siebie jestem. Wiara mnie napełnia. Nie mogę się zgubić, bo znajduję dom w Jego ramionach. Jezus przychodzi i odziera mnie z fałszu i lęków. W Jego obecności akceptuję siebie, pomimo świadomości swojej grzeszności, słabości, niewierności i upadków. Jestem wdzięczna. Jezus uzdrawia mnie w nieustannym teraz – «Mój Ojciec działa stale, dlatego i Ja działam» (J 5,17).

Boże, dziękuję Ci za Twoją miłość i cierpliwość do mnie. Proszę, daj mi poznać w pełni, kim jestem. Wejdź w te miejsca, w których nie ma mnie jeszcze dla siebie i Ciebie.

Monika Klonowska