Medytacja na Środę Popielcową

Medytacja na Środę Popielcową

Obecność do oddania

Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (Mt 6,1-4).

Odczuwam ich obecność w spojrzeniu na plecach i ramionach. Potrzebuję ich oczu. W nich się odnajduję. Wtedy wiem, że jestem. Aby żyć, muszę być widziany. Bez tego umieram. Gasnę. Nagli mnie, by w każdej chwili wystawiać się na widok i kontrolować to, jak inni mnie postrzegają.

Pokazuję im sporo, chociaż skrywam to, co najważniejsze.
Ogłaszam własne osiągnięcia, ale chowam trudy, przez które przechodzę.
Wiedzą, że się modlę, ale nie znają mnie wątpiącego.
Doceniają, że czynię wiele dobra, ale ani razu nie usłyszeli ode mnie, że sam potrzebuję wsparcia.
Podziwiają to, że mogę poświęcać się bez miary, ale nigdy nie zobaczyli prawdziwego zmęczenia na mojej twarzy.
Dostrzegają moją aktywność, ale nie wiedzą, że trudno mi usiąść w ciszy.
Widzą, że mam rzeszę znajomych, ale nie przychodzi im do głowy, że nie mam przyjaciela.
Choć nieustannie zdobywam ich uwagę, ciągle mi czegoś brakuje.
Myślę, że rozsądnie siebie dozuję, tymczasem jestem coraz bardziej wyczerpany.

Wzmaga się we mnie krzyk wycieńczenia. Chciałbym już przestać się kryć za pieczołowicie dopracowanym awatarem. Potrzebuję coś zmienić. To jest jak pragnienie, by się odwrócić. Stanąć wyprostowany, z podniesioną głową, naprzeciw, twarzą w twarz i poczuć, że jestem, że istnieję cały – od stóp do czubka głowy, uobecniony przyjaznym spojrzeniem przenikającym mnie w pełni. Właśnie tego pragnę, co Ojciec mój, który widzi w ukryciu, chce mi oddać. Marzę, by przyjąć to całym sobą. Nie jak rzucony na plecy, przygniatający do ziemi pakunek pełen zobowiązań, ale jak życiodajną pewność istnienia podaną wprost do serca.

Ojcze, potrzebuję Twojej obecności, abym nie stracił sensu istnienia. Potrzebuję obecności innych, abym nie stracił realności doświadczenia.

br. Piotr Wardawy