Medytacja na Wielką Sobotę

Medytacja na Wielką Sobotę

Pragnij!

Po upływie szabatu Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba, i Salome […] w pierwszy dzień tygodnia przyszły do grobu, gdy słońce wzeszło (Mk 16,1n).

Gdy dotykam ciebie, ciszo wielkosobotnia, moje wnętrze krzyczy. To nie szmer ani subtelny szept. Puls tak przyspiesza, jakby chciał rozsadzić naskórek i uwolnić ściśnięte tkanki. Uniesione barki i ramiona, niczym stalowa obręcz, ku odparciu kogoś/czegoś się zwierają. Łomot w piersi wyrzuca w przestrzeń dłonie przysposobione ku temu, by zadać cios. Rozglądam się wokół, nasłuchuję kroków. Moje stopy rwą się do biegu. Wyostrzone zmysły czyhają na choćby mikroskopijny ruch. Szarpię się z tobą, ciszo, która obejmujesz mnie całą jakoby mleczna powłoka. «Zjaw się, przyjdź natychmiast!» – przyzywam nieokreślonego «ty». Nieważne, kim jesteś. Wyczekuję, aby odepchnąć. Wyczekuję, aby porzucić.

Drżę z lęku przed ciszą, która antycypuje wybuch. Zalega cyklicznie, natychmiast ścina gesty i słowa, odwraca spojrzenia, zamraża uczucia. Płyną w niej druzgocące salwy. Wrogość ją utkała, obwieszcza więc niechybną kulminację. Każe czuwać z bojaźni. Karci. Smakuje ponuro, kruszy zalążki (pseudo)bliskości. Boli, a jednak nauczyłam się jej. Karmię nią siebie oraz tych, z którymi w swej bezsilności inaczej przebywać nie potrafię. Przed nią uciekam w drugą – w tejże się zaszywam, zastygam, milknę. Ów gorzki azyl odziera mnie dzisiaj ze złudzeń, że chroni jak dawniej. Przed kim bowiem, skoro nikogo nie ma…

Alienacja jak brama do czeluści piekielnych. Oddzielam się, separuję, a wespół przemożnie tęsknię za obecnością. Zaiste, czy ta martwa cisza to mój ostatni akord? Czy mój jedyny wybór? Gdy zdaje się, że poza umęczonym ciałem, oszukańczym umysłem i cierpką pamięcią nic już nie mówi, z głębi, z otchłani wydobywa się pragnienie. Ono ocalało w zupełnie innej ciszy – w tej, która od zarania przenika moje istnienie. Ono wie, że nie jestem bezkształtną masą. Ono bije pomimo wszelkiej narracji o takich czy owych dysfunkcjach. Ono żłobi szczelinę w skale zniechęcenia. Jego nie przekonuje, iż zbyt ciężki głaz przeszłości przesłania dostęp do szczęśliwego «tu i teraz». «Pozwolisz mi żyć? – pyta mnie dzisiaj. – Czcisz zwłoki czy wierzysz w Boga Żyjącego?»

Ciszo wielkosobotnia, daj mi zbliżyć się do Obecności, którą w sobie nosisz.

Anna Kaszubowska