Medytacja na Wielki Piątek

Medytacja na Wielki Piątek

Rachunek sumienia

Rzekł więc Piłat do Niego: «Nie chcesz ze mną mówić? Czy nie wiesz, że mam władzę uwolnić Ciebie i mam władzę Ciebie ukrzyżować?» Jezus odpowiedział: «Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry. Dlatego większy grzech ma ten, który Mnie wydał tobie». Odtąd Piłat usiłował Go uwolnić. Żydzi jednak zawołali: «Jeżeli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara. Każdy, kto się czyni królem, sprzeciwia się Cezarowi» […] Wtedy więc wydał Go im, aby Go ukrzyżowano (J 18,10-12.16).

Piłat nie zaufał swojej intuicji, tylko poszedł za głosem tłumu. Bał się, że zostanie skompromitowany, oceniony i odrzucony. Jego „władza” była zagrożona. Jak często byłam Piłatem? Sytuacja, w której on się znalazł, nie jest mi obca. Ileż razy byłam świadkiem oskarżeń lub biernym uczestnikiem plotek? Nie broniłam nienarodzonych, pogardzanych i rodzin wielodzietnych. Ileż razy szłam za głosem większości albo milczałam, obawiając się osądu, pogardy, braku akceptacji. W niesprzyjających okolicznościach wstydziłam się przyznać do wiary, a jak już się przyznałam, ogarniał mnie lęk przed odrzuceniem. Unikałam „niewygodnych” tematów z powodu lęku przed krytyką. Aborcja, eutanazja, in vitro, antykoncepcja. Czyż nie miałam obowiązku bronić życia, zwłaszcza tego, które nie mogło samo się obronić?

A kim byłam dla siebie? Surowym sędzią pozbawionym cierpliwości, łagodności i zrozumienia. Często wydawałam wyrok na siebie, stojąc po stronie oprawców i wyszukując najdrobniejszą pomyłkę. Nawet osiągnięcia w drodze rozwoju umiałam obrócić przeciwko sobie, że jeszcze nie tak, mogłam lepiej, jeszcze nie jestem wystarczająco dobra.

Medytację tę traktuję jako swoisty rachunek sumienia, dlatego wołam: „Boże, żałuję! Wybacz!”. Jest odpowiedź. Jezus wziął na siebie wszystkie moje grzechy i słabości oraz za nie umarł. Nie brzydzi się mną, nie potępia mnie, lecz nazywa swoim przyjacielem. Kocha mnie miłością bezwarunkową z całą historią mojego życia, ze wszystkimi upadkami, z tym, czego w sobie nie akceptuję, nie lubię i nienawidzę. Chcę z pokorą to przyjąć, całym sercem, bo rozum mówi, że powinnam lepiej, więcej, mądrzej, dokładniej… Dość! Nic nie muszę! Nie muszę zasługiwać na Bożą miłość, mam ją tylko przyjąć.

Boże, spraw, aby każdy mój czyn, każdy mój gest, każde moje słowo wypływało z miłości do siebie, Boga i bliźniego.

Anna Duńska