Medytacja na Wigilię Narodzenia Pańskiego

Medytacja na Wigilię Narodzenia Pańskiego

Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie (Łk 2,7).

Cud staje się za każdym razem, gdy na świat przychodzi dziecko. Narodzenie Jezusa przypomina mi o moim narodzeniu. Zastanawiam się, czy też było cudem. Chciałabym tak myśleć, czuć i wierzyć w to. Widzę, że z dnia na dzień, z roku na rok przychodzi mi to łatwiej. Jednak cały czas mam pretensje, że to była szopa, nie gospoda. Jak się tym ucieszyć? Słyszę wewnętrzny głos, który mi mówi: „Dziękuj. Nieustannie dziękuj. W tym jest siła i moc”. Nie myśl, nie kombinuj i nie szukaj argumentów „za” i „przeciw”, przecież zawsze znajdziesz tych, którzy mają lepiej od ciebie. Chciałam się przykleić do ubóstwa Jezusa i zaczęłam mieć problem. Widzę, że nie umiem być drugą Maryją, że moje potrzeby są inne, że dobrze mi w moim dobrostanie, wygodzie, w przeżywaniu tylko dobrych emocji. Im bardziej się staram być jak Ona, tym mi trudniej być sobą. Trochę jakbym chciała zająć Jej miejsce, a przecież już drugiej Maryi nie będzie. Gdy to zobaczyłam, poczułam ulgę i zobaczyłam siebie, która może być rodzicielką dobra, wrażliwości, pokoju i miłości. I niech tak się dzieje.

«Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu» (Łk 2,10).

Emmanuel, Książę Pokoju. A ja czasem jestem jak przestraszony kurczak, jakbym niczego nie zrozumiała. „Tym narodem jesteś ty – z imienia i nazwiska. Nie bój się, Joanno!” Przychodzisz do mnie, a ja się chowam. Mówisz do mnie, a ja zatykam uszy, gdyż boję się, że będziesz czegoś ode mnie chciał. Lepiej dalej niż bliżej Ciebie, inaczej bowiem tylko same kłopoty, wyrzeczenia i pod górkę. Co będzie, jeśli nie dam rady? A Ty tylko chcesz, bym tak po prostu do Ciebie przyszła, usiadła przy Tobie, była. Tak bardzo chcę, Jezu, przestać się bać; czuć, że wszystko jest takie, jakie ma być, ponieważ Ty jesteś…

Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu (Łk 2,19).

Moja natura, by analizować, przeszkadza mi w cieszeniu się życiem. Na końcu zdania wypowiadane „ale” burzy mój spokój, zaufanie do Tego, który jest przecież dla mnie Wszystkim. Ile razy jeszcze będę podważać Twój plan na moje życie?

Pozwól mi, Jezu, czuć, widzieć, słuchać. Naucz mnie nie bać się własnych myśli, uczuć, rodzących się potrzeb i oczekiwań. Pomóż mi przyjmować wszystko, co przychodzi do mnie, z pokorą i wiarą, że to jest najlepsze. Wyciszaj moje lęki i pokaż mi, co to znaczy być we własnej roli, bym nie zagubiła siebie. Daj mi łaskę pełnego zaufania Tobie.

Joanna Graniger