Medytacja na środę III tyg. Adwentu

Medytacja na środę III tyg. Adwentu

Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? (Łk 8, 18b-23)

Poprzez różne wydarzenia w życiu moje spojrzenie na Boga, samą siebie i innych zostało zniekształcone, dlatego w Słowie poszukuję prawdy. Prawdy, którą ukazuje mi Bóg. W wielu kwestiach jestem niepewna tego, co przeżywam. Czy to jest prawdą? Czy też mój przeczulony system komórek stawia mnie w stanie gotowości zbyt szybko? Być może dlatego w dzisiejszym Słowie zwróciłam uwagę na pytanie Jana. Pozwólcie, że obecna medytacja będzie moim dialogiem ze Słowem, które przenika mnie i przemienia moje myślenie…

Moje serce jest w stanie ciągłej gotowości, pobudzenia, a Ty przychodzisz ze słowem, w którym dajesz ulgę – „Ja Jestem”. I zapewniasz mnie, że w Tobie mogę być spokojna, nie muszę się bać i trwać w lęku wysokich wymagań względem siebie, bo TY JESTEŚ. Mówisz do mnie: Jestem w twoim życiu, popatrz, zobacz cuda, których dokonuję: „niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię”.

Tak, ja odzyskuję wzrok – dzięki Tobie i wielu osobom, które pokazują mi, że życie ma wiele barw, nie jest białe lub czarne jak kiedyś myślałam. I patrzę, jak być z innymi, jak budować relacje? Podpatruję jak Ty to robisz. I uczę się tego od Ciebie i od innych. Bo dałeś mi zobaczyć, że mogę pracować nad sobą, dbać o siebie i o innych i nie być skazaną na determinację przeszłością.

Chromi chodzą. Chodzę tam, gdzie kiedyś bałam się pójść, bo kim jestem? Co mam do zaoferowania? Jestem nikim. Jestem gorsza. A w Tobie rozpoznaję swoją godność. Godność Twojego stworzenia. Talenty, które złożyłeś także we mnie, nie tylko w innych. I TY JESTEŚ w tym ze mną.

Trędowaci doznają oczyszczenia. I ja go doznaję. Nie zawsze w sposób widoczny dla świata, ale w swoim sercu, gdy przyjmujesz mnie z tym, z czym ja nie umiem siebie przyjąć. Gdy odpuszczasz mi grzechy, kolejny raz te same. I pokazujesz mi cenę miłości, jaką za mnie zapłaciłeś. TY JESTEŚ.

Głusi słyszą. I ja słyszę. Słyszę, że mnie kochasz. Że jestem ważna dla Ciebie, bo powołałeś mnie już z łona mej matki i wyryłeś mnie sobie na obu dłoniach, że masz we mnie upodobanie. Przerywasz kłębiące się w mojej głowie myśli wołające zupełnie co innego. TY JESTEŚ.

I pozwalasz mi powstać ze śmierci zadawanej samej sobie. Przez te adwentowe dni pokazujesz mi w słowie jak i jaki Jesteś dla człowieka, w byciu z człowiekiem. Przekonujesz mnie, że każdy jest dla Ciebie ważny, że czekasz na każdego, aby przyszedł i zostawił swój ciężar i utrudzenie u Ciebie. Że nie muszę dźwigać ciężaru swojego życia sama, bo TY JESTEŚ.

I przychodzisz do mnie, ubogiej, dajesz mi wiarę w Ciebie, bo w takich masz upodobanie.

Jezu, daj mi nie zwątpić w Ciebie, gdy przyjdziesz! Wbrew wszystkiemu co woła we mnie, że nie warto… Potrzebuję Ciebie, aby wierzyć, że moje życie ma sens. Bo ono ma sens w Tobie!

s. Magdalena Sitkowska