Medytacja na wtorek V tyg. Wielkiego Postu

Medytacja na wtorek V tyg. Wielkiego Postu

Szczelina

Rzekł więc do nich Jezus: «Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że Ja nic od siebie nie czynię, ale że to mówię, czego Mnie Ojciec nauczył. A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba. Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego» (J 8,28-29).

Nawróciłam się nie gdzie indziej jak w samym Zakroczymiu. To uderzające doświadczenie odmieniało stopniowo moje życie. Wiele sytuacji miało od tej pory głębsze znaczenie. Widziałam sens w tym, co pozornie bezsensowne. A małe radości podnosiły się do potęgi dzięki wdzięczności. Brzmi pięknie, prawda?

Po kilku latach cofnęłam się do sytuacji, w której zaczęłam podważać wiarę. Zwłaszcza ludzki aspekt Boskości. Jezus. Pan Jezus. Pan, przewodnik, nauczyciel. Bardzo chciałam się z Nim zaprzyjaźnić, prosiłam o to w modlitwach. A tu co? Podejrzliwość, poszukiwanie, wręcz domaganie się dowodów. Skąd to wszystko? Czy to kuszenie? Zaufanie to dla mnie duża inwestycja, wiąże się z ryzykiem. Wkrada się nieuświadamiany, podskórny lęk. Lęk przed rozczarowaniem, zawodem, ponownym bólem po niewypełnionej obietnicy. Boję się, że to, w co chcę uwierzyć, może nie być prawdą.

Odwracam się wtedy, bo nie chcę, żeby mnie widział. Nie chcę, żeby na mnie patrzył. Jestem wtedy silna, Ba, twarda! Opanowana, radząca sobie bez względu na wszystko. Mimo że wciąż idę pod wiatr. Taka część mnie była potrzebna w określonych sytuacjach. Gdy zaczyna dominować, gdy nie chce zejść ze stanowiska, gdy stanowczo i bez najmniejszego sprzeciwu trzyma berło, wtedy dzieje się coś, co nazywam wewnętrznym umieraniem. Jestem jak spróchniałe drzewo z piękną korą. Byle tylko nikt nie zajrzał do środka, nie dostrzegł tej skrzętnie skrywanej szczeliny. Byle nie odkrył prawdy.

Tak ciężko jest wtedy pozwolić sobie pomóc. Zaakceptować własną bezsilność, bezradność, dziecięcą niemoc, która wciąż we mnie mieszka. Daje o sobie znać i prosi, bym nie wyrzucała jej za drzwi. Mówi, że jeszcze się przyda. Może to właśnie odstrasza mnie w Jezusie – Jego człowieczeństwo, kruchość, bezbronność. Trudno mi zaakceptować tę część mnie samej. Trudno mi uwierzyć, że zmartwychwstał, że uzdrawiał, że przemieniał. Że kochał i kocha nadal. Bez względu na to, czy w Niego wierzę.

Mnożą mi się w głowie pytania i wątpliwości. Staram się wyciszać je jak płytę, która grać ma jedynie w tle. Nie chce ich zupełnie wyłączyć, w końcu są częścią mnie. Może chcą mi coś przekazać? Nie chcę jednak, by mną kierowały, oddalały od Boga i Jego tajemnicy. Tajemnicy człowieka poczętego Boską Mocą. Tajemnicy bezbronnego dziecka, które ma odmienić cały świat.

 Panie Jezu, proszę Cię, abyś pielęgnował we mnie wszystkie szczeliny i napełniał mnie tym, co żywe, co umacnia i co może rodzić. Pomóż mi zaufać i uwierzyć w Twoje słowo, które dajesz nam od Swojego Ojca.

Kaja Bydelska