Styczniowy numer naszego dwumiesięcznika „Trzeźwymi Bądźcie”! – Realna nadzieja

Styczniowy numer naszego dwumiesięcznika „Trzeźwymi Bądźcie”! –  Realna nadzieja

Jest już styczniowy numer naszego dwumiesięcznika „Trzeźwymi Bądźcie”!Temat numeru: Realna nadzieja

Czyli piszemy o nadziei… 

Dla człowieka, szczególnie tego poszkodowanego chorobą alkoholową; alkoholika, dzieci alkoholików,

żony alkoholika i całej rodziny. Skąd czerpać nadzieję? Czy ona jest pomocna w naszym życiu…
Zapraszamy do wspólnych przemyśleń na łamach „TB”.
Czasopismo można nabyć w prenumeracie lub w biurze OAT w Zakroczymiu 🙂
… i poniżej krótka próbka styczniowego numeru 🙂

 

Ewa Jasik-Wardalińska

„Dobrze przetestowani”

CZY ISTNIEJE DLA DDA REALNA NADZIEJA? CZY MIMO DRAMATYCZNYCH
DOŚWIADCZEŃ Z DZIECIŃSTWA, MOGĄ UWOLNIĆ SIĘ OD LĘKU, SMUTKU, ZŁOŚCI,
WYOBCOWANIA, PERFEKCJONIZMU, PRZEWIDYWANIA PRZYSZŁOŚCI,
DEPRECJONOWANIA SIEBIE, „WALKI” ZE SOBĄ I CAŁYM ŚWIATEM?

Kiedy myślę o dorosłych dzieciach alkoholików, pojawia mi się obraz armii. W Wikipedii możemy przeczytać m.in.: „Armia to wielostopniowa jednostka organizacyjna i operacyjna wojska występująca we wszystkich rodzajach sił zbrojnych składający się z korpusów, dywizji i brygad”. Czyż trochę tak nie jest?
Dorosłe dziecko alkoholika jest jak żołnierz. Walczy albo jawnie i dosłownie, wymachując szablą czy karabinem-straszakiem, czyniąc przy tym groźne miny, albo
w u ukryciu, zmagając się ze swoimi demonami z dzieciństwa.
DDA są jak żołnierze z różnych rodzajów sił zbrojnych; odnajdziemy pośród nich komandosów, artylerzystów, kawalerzystów, piechotę, wojska łączności, obrony
wewnętrznej oraz ochrony pogranicza, wojska pancerne i wojska zmechanizowane, itd., itp. Różnie funkcjonują potem w dorosłym życiu – analogicznie do tego, co działo się z nimi w dzieciństwie. Jedne miały w swoim bagażu doświadczeń
dorastanie w domu alkoholowym, inne wychowywały się bez ojca, bo je osierocił, albo z matką depresyjną, albo apodyktyczną… Czasami ojciec był katem, mimo że
nie pił. Albo był nieobecny, niedostępny lub też autorytarny i z dnia na dzień krzywdził syna lub córkę. Wspomniani dorośli byli – można by powiedzieć – ofiarami alkoholizmu albo jakichś przeklętych schematów i mechanizmów, ale
jednak byli dorośli i tak naprawdę mogli wszystko… Posiadali moc sprawczą. Dzieci nie posiadały. Dzieci same nie mogą nic. Są w pełni zależne, nieuformowane, łaknące
miłości, aprobaty i poczucia bezpieczeństwa.

Dzieci są jak ziarenka, z których wyrosną kwiaty, i widzą siebie jako piękne kwiaty, ale mogą również widzieć siebie jako chwasty. Mogą sobie i światu ufać, stawiając mądre granice, a mogą z tym światem walczyć, zmagać się z nim i uciekać od niego. Świat dla DDA to przecież rodzice. Tata i mama, którym trzeba się albo zasłużyć, albo opiekować się nimi, albo ich kontrolować, albo czasem rywalizować z
nimi, albo czuć się winnym wobec nich.
Kiedy dziecko w rodzinie pierwotnej odczuwa, że grunt, na którym stoi, staje się grząski – czyli kiedy coraz silniej odczuwa lęk, wstyd, poczucie winy, nieprzewidywalność zdarzeń, złość, nienawiść… – próbuje jakoś przetrwać. Zakłada zbroję żołnierza, który, jeśli potrafi, walczy o miłość rodzica albo poddaje mu się bezbronnie, byleby tylko przybliżyć się do niego…”

Ciąg dalszy artykułu w styczniowym „Trzeźwymi Bądźcie”