Światło posród mroku

Światło posród mroku

Medytacja na sobotę I tyg. Adwentu

Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie (Mt 10, 8).
Każdy człowiek lubi być obdarowywany. Słownik synonimów podaje, że obdarzać kogoś, to darzyć, obdarować, otoczyć, podarować, pootaczać, sprezentować.

Codziennie i na wiele sposobów jesteśmy obdarowywani przez Boga, tak bardzo, że prawdopodobnie nie jesteśmy nawet w stanie dostrzec wszystkich Jego darów. Być może od dawna nawet ich nie zauważamy. Czymś oczywistym jest dla nas wschód słońca i jego zachód, śpiew ptaków, chleb na stole, grono przyjaciół i rodziny, która jest jaka jest. Można wyliczać tak bez końca. Co jest tak niezwykłego w tym obsypaniu nas darami przez Stwórcę? Ano to, że wszystko, absolutnie wszystko otrzymujemy od Niego za darmo! Darmo, czyli z miłości, czyli nie za coś, co sami wcześniej daliśmy, ofiarowaliśmy, czyli nie za to, na co zapracowaliśmy. Darmo!

Nasz Bóg jest Bogiem daru i łaski. Kiedy coś jest „nasze”, to znaczy, że jest przez nas oswojone, przyjęte, poznane, pokochane. I może właśnie od tego powinniśmy zacząć zadając sobie pytanie: czy Jezus Chrystus jako Dobro, Dar jest mój? Przyjętym, poznanym, ukochanym? Jeśli tak, to nie będę miał żadnych problemów z rozpoznaniem innych darów, które mi przynosi, bo kiedy się kocha, to poznaje się nie tylko umysłem, ale przede wszystkim sercem. I to taka Miłość wszystko nam powie i wszystko przed nami odkryje.

Gdy tak na to darmowe dawanie spojrzymy – odkryjemy, że wcale nie jest trudno stać się podobnym do Jezusa. Boża wspaniałomyślność i szczodrobliwość są tak wielkie, że swoim działaniem uprzedzają wszelkie działanie człowieka i udzielają się mu nawet wtedy, kiedy na nie nie zasługuje i nie jest ich godzien.

Potrzeba w prezentach też człowieka, potrzeba uwierzyć w św. Mikołaja.

Bóg działa przez człowieka i przychodzi do nas przez człowieka. Odkąd Bóg stał się człowiekiem nie przychodzi inaczej jak tylko tak. Spośród wielu ludzi wybrał też takiego, który za Jego natchnieniem uszczęśliwiał najuboższych. Św. Mikołaja.

Ten tak powszechnie znany, przez wszystkich lubiany i w grudniu oczekiwany Święty jest obrazem Boga, który udziela tego, co nam potrzebne, aby żyć, ale też tego, czego do życia nie potrzebujemy, ale co nas najzwyczajniej w świecie uszczęśliwia. A niewiele jest rzeczy, które sprawiają człowiekowi tyle radości, co prezenty. To właśnie w Osobie św. Mikołaja Pan Bóg mówi – zobacz, jak bardzo jesteś dla mnie ważny! Jak bardzo chcę dla ciebie dobra! Zobacz – jak bardzo chcę zobaczyć na twej twarzy uśmiech dziecka rozradowanego z otrzymania prezentu!

Święty Mikołaj obdarowywał z Bożego natchnienia i Bożej dobroci, nawet kosztem siebie. Bóg, który i jego, i nas stworzył na Swój obraz i podobieństwo sprawia, że mogę – i na pewno jestem uzdolniony do tego – by stać się, jak św. Mikołaj.

Kto patrzy na własną dobroć w świetle dobroci Bożej z pewnością zauważy, jak nędzna, mała, wyrachowana, interesowna jest jego własna dobroć, ale też to Boże patrzenie pozwoli człowiekowi spojrzeć na siebie Jego oczami. Z miłością, wyrozumiałością i czułością.

To jest nasze błogosławieństwo i dzięki niemu możemy dokonywać tego, czego dokonuje Bóg. Być jak św. Mikołaj nie swoją mocą, nie swoją siłą. W ten sposób dokonuje się to o czym Pan Jezus wielokrotnie mówi w Ewangeliach – głosimy królestwo Boże i zgodnie z Bożą obietnicą wszystko inne zostaje nam przydane. Kiedy staję się jak św. Mikołaj, staję się też kimś na wzór samego Boga, a królestwo miłości, pokoju, wzajemnego poszanowania, czystości myśli i uczynków dzięki temu, że człowiek jest dobry, rozrasta się.

Trzeba też pamiętać o tym, że poprzez ofiarowanie prezentów, człowiek przeciwstawia się Szatanowi, pozbawiając go możliwości działania nie tylko we własnym sercu, ale również w swoim otoczeniu. Tak właśnie rozrasta się miłość i tak my sami stajemy się apostołami miłości.

Prezenty Bożej dobroci mają się przez nas posypać na cały świat.

Z tego wynika, że to, co otrzymujemy, mamy darmo rozdawać – szczerze i pełnymi garściami, nic nie zatrzymując dla siebie. Obdarowany obdarza, a napełniony może napełniać innych. Wtedy, kiedy Pan Jezus przebywał na ziemi, to „niezatrzymywanie dla siebie” znaczyło mniej więcej: „nie wierzcie w to, że wam zabraknie, że ta dobroć, te prezenty się w was skończą i zostaniecie puści bez niczego”. Ja jestem – mówi Bóg – waszą pełnością, waszym wszystkim. Uzdrawiajcie, wskrzeszajcie, wypędzajcie złego ducha chciwości, bo Ja jestem gwarantem waszej obfitości.

Paradoksem darmowej miłości jest rzeczywistość, w której nie ma ludzi smutnych i nieszczęśliwych. Kiedy żyjemy w społeczności kochających za darmo, nie ma człowieka, który nie zostałby obdarowany. Każde dobro, które uczyniliśmy, wraca do nas pomnożone przez miłość tego, kto nas obdarowuje. Bo Pan Jezus wybierając nas i posyłając w świat tak bardzo spragniony miłości Sam wyposażył nas w swoją miłość. Jaką? Czystą, szaleńczą, bezwarunkową i bez ograniczeń.

Jak powiedział papież Franciszek – św. Piotr nie miał konta w banku. Gdyby nie pokładał ufności w słowie Boga, wybrałby inne zajęcie. Papież podkreślił, że Kościołowi towarzyszyła od początku pokusa bogactwa i siły. Ponieważ wszystko zostało otrzymane darmo, tak wielkie znaczenie ma w Kościele ubóstwo. Głoszenie Ewangelii musi odbywać się na drodze ubóstwa… Ubóstwo ratuje nas przed tym, by stać się organizatorami i przedsiębiorcami własnych firm. A kiedy trafiają się apostołowie, którzy chcą, żeby Kościół był bogaty, starzeje się on, staje się organizacją pozarządową, która jest bez życia.

Modlitwa

Boże, daj mi wiarę w Ciebie jako źródło nie gasnącej Miłości. Wiarę w Ciebie jako dobro nieskończone i nadzieję na wszystko od Ciebie. Spraw, abym nie zamknął się w mojej małoduszności, skuty lękiem o to, co posiadam, a co złożyłeś we mnie.

Br. Adam Michalski OFMCap, dyrektor OAT w Zakroczymiu